Archiwum bloga

poniedziałek, 16 marca 2026

Powrót Mosze Borgera

 






Są takie zbiegi okoliczności, które wyglądają jak przemyślany plan – napisał Andrzej Stasiuk.

 

Gdyby Scott Genzer wiedział, że istnieje tłumaczenie dziennika Mosze Borgera na język angielski, ominęłaby mnie jedna z największych przygód życia. Scott poprosił o przepisanie dziennika do pliku tekstowego, tak aby za pomocą translatora mógł go przetłumaczyć. Zgodziłam się. Przepisywałam dziennik przez trzy miesiące, zachwycając się nastolatkiem z Mielca, który opisywał swoją codzienność w latach 1937 – 1939. Zachwyciłam się jego nienaganną polszczyzną, dojrzałością, przenikliwością, znajomością  sytuacji geopolitycznej i trzeźwą oceną tego co dzieje się na świecie…. Porywały mnie jego miłosne przygody. Wpadłam po uszy.

Prezentowałam fragmenty dziennika na facebookowej grupie Mayn Shtetele Mielec. Żywo dyskutowaliśmy o przypadkach Mosze Borgera. Kiedy umieszczałam w grupie ostatni fragment… czułam duży smutek. Między mną, a chłopakiem z przedwojennego sztetla wytworzył się jakiś rodzaj relacji. Myślałam, że to już koniec mojej przygody pod tytułem „Mosze Borger”, ale jak się okazało to historia z gatunku tych nigdy nie kończących się…

 

Po jakimś czasie postanowiłam napisać o Mosze tekst. Jeden z moich kolegów,  powiedział: jak chcesz o nim pisać, skoro nie wiesz co się działo z nim po wojnie…? Nie wiesz czy się ożenił, czy miał dzieci.

Miał rację. Pomyślałam, że bez tej wiedzy, tekst będzie niekompletny.

Nie wiedziałam czy Mosze miał dzieci, wnuki. Nie wiedziałam nic.

Ale udało się! Chwila poszukiwań i już wiedziałam, że Mosze miał córkę i trójkę wnuków. W ten sposób poznałam wnuczkę Mosze – Ofirę Borger Natan Sabban, a stało się to dzięki drzewu genealogicznemu zbudowanemu przez prawnuczkę ciotki Mosze Szajndli, Miriam Lampart. Drzewo znalazłam na którymś z genealogicznych portali. Co to była za radość kiedy Miriam odpisała na mój email, a konsekwencją tego był późniejszy kontakt z Ofirą.




 



 


Wymieniłyśmy się wieloma informacji, dopingowałyśmy  w poszukiwaniach. Uzupełniłyśmy sobie nawzajem historię Mosze Borgera.

 

Kiedy odnalazłam Ofirę, był rok 2022. Musiało minąć kilka lat zanim nabrałam odwagi, opowiedzieć o Mosze szerszej publiczności. Nie lubię publicznych wystąpień więc było to wyzwanie. Ale klamka zapadła, dyrektor mieleckiego Muzeum Jerzy Skrzypczak przystał na pomysł od razu, wyznaczyliśmy termin, napisałam o swoich planach do Ofiry.

Szybko dostałam cudowną wiadomość, Ofira napisała, że wraz z bratem Shimonem chcą przyjechać do Mielca.

Kiedy dyrektor zapytał jak chce zatytułować spotkanie, bez chwili wahania odpowiedziałam: I była miłość w sztetlu. Dziennik Mosze Borgera.

Zależało mi by to spotkanie podkreśliło „życie”, nie było jedynie opowieścią o Holokauście i zagładzie sztetla.

 

28 luty – na tę datę zapowiedzieliśmy wydarzenie w Muzeum. Ofira i Shimon mieli przylecieć do Polski 27 lutego. Mocno trzymałam kciuki, aby się udało, znając dynamiczną sytuację na Bliskim Wschodzie. Kiedy Ofira napisała, że są w Mielcu – odetchnęłam. To był moment wzruszający – wnuki Mosze w Mielcu! Myślałam o tym, co czuli dojeżdżając do Mielca, mijając tablicę z nazwą „Mielec”. Co czuli wjeżdżając do miasta o którym tyle słyszeli, ale w którym nigdy nie byli.

 

W sobotni szabasowy dzień umówiliśmy się na dopołudniowy spacer śladami dziadka. Była piękna pogoda, zupełnie niezwykła jak na luty i wydawało się, że nic nie zmąci tego dobrze zapowiadającego się dnia. A jednak… Kilka chwil po przebudzeniu przeczytałam, że na Bliskim Wschodzie znowu wojna,  i już wiedziałam, że Ofira i jej brat będą mieli utrudniony powrót do domu. Zaczęłam gorączkowo myśleć co zrobić, jak im pomóc, kto może pomóc. Jak anioł zjawiła się moja znajoma, Ania Brzyska, pytając mnie w messnegerowej wiadomości czy w związku z sytuacją polityczną spotkanie się odbędzie, czy oni w ogóle przyjechali. Kiedy podzieliłam się z Anią moimi obawami, natychmiast zaoferowała, że przyjmie gości w swoim domu, tak długo jak będzie trzeba (ostatecznie spędzili u Ani czas od niedzielnego popołudnia do wtorku, a w środę wylecieli z Warszawy do Egiptu, a stamtąd drogą lądową do Jerozolimy).

Powróćmy jednak do sobotniego przedpołudnia.

Uspokojona przez Anię z ekscytacją czekam  na gości, w miejscu gdzie się zatrzymali. To tuż nad Wisłoką, którą tak ukochał dziadek. Jest ze mną Monika i Ania. Po chwili wychodzą. Wpadamy sobie w objęcia z Ofirą, to dla mnie naprawdę ważny moment.

Ofira natychmiast wyciąga z plecaka książki, które przywiozła ze sobą i pokazuje nam: Remembering Mielec, wydawnictwo, które znam, ale którego nie widziałam nigdy w oryginalnej formie oraz książkę, którą wydał jej dziadek – książkę wspomnienie z Mielca. Obydwie pozycje pożyczam sobie na wieczór i w książce wydanej przez Mosze znajduje kilka zaskakujących zdjęć z osobami, które znam, zdjęć, których nigdy nie widziałam. Wysyłam je natychmiast do rodzin osób, które rozpoznałam. To bezcenne pamiątki.

Lutowe słońce nam sprzyja, grzeje zupełnie jakby nie było lutowym. Idziemy najpierw pod tablicę poświęconą żydowskim mieszkańcom, potem do miejsca, gdzie stała synagoga, tam czeka na nas Halina z Bajką (psem). Potem Rynek. Zatrzymujemy się na dłużej przed kamienicą Blattbergów, gdzie według rodzinnych wspomnień na piętrze znajdował się sztibl. Dlaczego to ważne? Szulim Blattberg był mężem ciotki Mosze Chai (zwanej przez rodzinę Chajcią, była siostrą mamy Mosze). Mosze w opisie do zdjęć pozostawionych w Yad Vasehm często wspominał Blattbergów i czas spędzany na ich farmie pod Mielcem.

 

Rynek. A potem już wchodzimy w ulicę Legionów, tę którą tyle razy przemierzał Mosze, bo tutaj mieszkał. Robimy zdjęcie: Ofira z Shimonem pod tabliczką z napisem Ulica Legionów. Wzruszające.

Na tej ulicy mieszkał Mosze, mieszkała jego miłość Ruchcia Balsam, mieszkał jego przyjaciel Josek Fleischer…Tutaj był cheder do którego chodził Mosze, tu była gmina żydowska a w czasie wojny Judenrat – żydowska Rada.





 

Podchodzimy pod mały biały dom. Bardzo długo nie wiedzieliśmy, w którym domu mieszkał Mosze, ale nadszedł taki dzień, kiedy przyglądnęłam się bardzo dokładnie kolekcji Mosze dostępnej na stronie Yad Vashem i zwróciłam uwagę na zdjęcie, gdzie widoczny jest fragment domu, a w podpisie Mosze pisze, że stoją przed domem,  w którym jego tata wynajmował mieszkanie od Gabriela Kawy. Szybko otwieram mapę google i przekonuje się, że dom nadal stoi. Oglądam jeszcze inne zdjęcia z kolekcji Mosze między innymi to na którym jego siostra, elegancko ubrana stoi przed furtką domu i jestem pewna na 100 procent, że znalazłam dom Mosze.

 

W swojej książce dotyczącej Mielca, zaprzyjaźniona z Mosze Rochelle Seidel napisała:

 

Mosze Borger również 9 marca 1942 był poza Mielcem, ale posiada on niezwykłe dokumenty odnoszące się do niektórych osób deportowanych z Mielca do dystryktu lubelskiego. Wśród nich są członkowie jego rodziny, w tym jego siostry, Sala i Feiga, wysłane do Dubienki. W czasie przed deportacją, gdy krążyły o tym plotki, niektórzy mieleccy Żydzi podchodzili do pana Lecznara, aby ukryć się w jego posiadłościach. Sprawiedliwy człowiek, organista w mieleckim kościele mógł ukryć i przechować trochę rzeczy należących do niektórych deportowanych mieleckich Żydów. Gdy ofiary oczekiwały w dystrykcie lubelskim [na swój los], w nędzy i głodzie, pisały do niego prosząc, aby sprzedawał niektóre rzeczy należące do nich i przysyłał im pieniądze na niezbędne wydatki. Wykonywał to bardzo starannie, zawsze zachowując notatki z transakcji i upewniając się, że wysyła pieniądze poprzez wiarygodnych wysłanników.

Po II Wojnie Światowej pan Lecznar przekazał panu Borgerowi korespondencję między nim aa deportowanymi, wraz z przekazami pocztowymi i notatkami, jakie zrobił w związku z wszystkimi transakcjami. Dokumenty te dają realny wgląd w życie mieleckich deportowanych w dystrykcie lubelskim i dowodzą, że niektóre osoby zostały zamordowane później, niż większość źródeł uważa.

Przykładowe listy i pokwitowania pocztowe które zachował Lecznar dają świadectwo jaką nędzę deportowani musieli cierpieć oraz pokazują życzliwość pana Lecznara i jego żony. Lecznarowie korespondowali i pomagali nie tylko deportowanym do dystryktu lubelskiego ale również niektórym mieleckim Żydom ukrywającym się w pobliskim Połańcu. Ciotka Mosze Borgera, Chajcia Blattberg, pisała z Połańca, w niedatowanym liście do pani Lecznar, o tym, że martwi się o swoje siostrzenice przebywające w dystrykcie lubelskim. Data na załączniku do tego listu wskazuje, że był on napisany w maju 1942.

 



Przez długi czas w świadomości Mielczan zainteresowanych historią mieleckich Żydów małżeństwo, które pomagało Żydom nosiło nazwisko Lecznar. Dlaczego? A to dlatego, że tak w kolekcji w Yad Vashem opisał to Mosze (widocznie nie miał maszyny z polską czcionką). Tak przepisała to w swojej książce Rochelle Saidel, a potem Andrzej Krempa. Nikt nie przyjrzał się dokładnie dokumentom na których nazwisko było widoczne. Dopiero po jakiejś dyskusji w grupie Mayn Shtetele Mielec doszliśmy do wniosku, że pisownia  nazwiska to z całą pewnością  Łęczner.

Szukałam ich. Szukałam Izabeli i Gabriela (tak podpisywali się na przekazach pocztowych za pomocą których wysyłali żydowskim znajomym pieniądze, co ciekawe były one wysyłane z innych miejscowości, zapewne z ostrożności).  Szukałam. Ale nic. Jak się potem okazało małżonka Gabriela miała na imię Stefania, nie Izabela. Ale po kolei.

Któregoś dnia Ofira pokazała mi jeden z listów ze zbiorów jej dziadka i zapytała czy wiem od kogo dziadek otrzymał ten list. Człowiek podpisywał się imieniem Bartek, a nazywał się Miczulski. Nic mi to nie mówiło, ale zaczęłam szukać. I tak po nitce do kłębka… Bartłomiej Miczulski okazał się być zięciem Łęcznerów. Izabela  nie była żoną Gabriela, a jego córką, późniejszą żoną Miczulskiego. Małżeństwo miało dwie córki. Udało mi się dotrzeć do jednej z nich i dowiedziałam się wielu faktów o jej dziadkach.

Gabriel był z wykształcenia muzykiem. Przez jakiś czas był organistą. W domu podobno był fortepian. Nie pochodził z Mielca. Z żoną poznali się w Nisku.

 

Stefania Wiktoria – tak brzmiały imiona małżonki Gabriela, a Łęczner było jej rodowym nazwiskiem. Gabriel nazywał się Kawa i w 1938 roku przyjął nazwisko żony (dlatego Mosze pisał o nim Kawa).

Mieszkali na Legionów w Mielcu. Dzięki nim przetrwał dziennik Mosze, przeróżnymi sposobami wysyłany do Ameryki wiele lat po wojnie, aby dotarł do właściciela bez niespodzianek (z tego co opowiadała mi wnuczka Łęcznerów, dziennik zabrał jakiś znajomy naukowiec jadący w celach naukowych do USA). Dzięki nim przetrwały szabasowe świeczniki babci Malki (po wojnie starannie pakowane i wysyłane do Ameryki, co dobrze pamięta wnuczka Łęcznerów). Dzięki nim przetrwały rodzinne zdjęcia.

Łęcznerowie w czasie wojny pomagali wielu Żydom. Między innymi siostrom Mosze deportowanym do Dubienki. Oni, ich córki i zięć Franciszek Miernik. To do nich listy pisała Chaja Blattberg, ciocia Mosze.

Gabriel w czasie I wojny światowej walczył we Włoszech. Budując dom zastosował kilka włoskich rozwiązań.  Łęcznerowie wyprowadzili się z niego na przełomie lat 50/60 XX wieku, Gabriel zachorował i pojechali do córki Izabeli, do Lublina.

Mieli córki:  Izabelę  o której już wspominałam i Stefanię (bezdzietną).  Przez jakiś czas mieszkała na Legionów, podobno była malarką.

Izabela pracowała na uczelni w Lublinie. Poznała rok od niej starszego (rocznik 1920) Bartłomieja Miczulskiego. Bartłomiej spędził dzieciństwo w Muszynie. Z wykształcenia był agrotechnikiem.  Został profesorem.

Przez długie lata korespondowali  z Mosze. Obydwaj przyszli na świat w tym samym roku 1920,  obydwaj zmarli w 2014 (Mosze 8 czerwca, a Bartłomiej 18 czerwca).

Drogi Moniek, Lublin,                                                                      29 stycznia 2013 rok

Właśnie otrzymałam Twój list do Janet, więc go przeczytałem i cieszę się, że Twoje zdrowie jest OK. Moje zdrowie też jest ok, głowa dzięki Bogu pracuje, jeszcze chodzę na spacer krótki w towarzystwie córki A. lub innej osoby. A. mieszka w Lublinie i opiekuje się mną troskliwie. Czasem odwiedza mnie druga córeczka, mieszkająca w Krakowie. Teraz jest u mniej jej syn, czyli mój wnuczek, wyprowadza mnie na spacer zimowy, u nas teraz w pełni zima, trochę mroźna i śnieżna. Życzę Ci dobrego zdrowia i załączam ciekawy artykuł z wczorajszej gazety.

Bartek

Z zachowanych przez Ofirę listów wynika, że Bartek nie był jedyną osobą z Polski z którą korespondował Mosze. Pomagał też swoim znajomym finansowo.

Musiała to być pomoc wydatna, bo znajomemu z Katowic sfinansował operację.

W czasie pobytu w Mielcu Ofira pokazuje mi oryginały kartek pocztowych.

Wnuczka Łęcznerów gościła w latach 70. XX wieku u Borgerów w Ameryce. Ich dom wspomina jako niezwykle ciepły. Frieda, żona Mosze, z wykształcenia muzyczka, zabierała ją na koncerty i do muzeów.

 

Zatem stoimy przed dawnym domem Łęcznerów. Dom jest niedawno odnowiony. Wstawione są nowe okna, ale na balkonie zachowana jest oryginalna przedwojenna balustrada. To właśnie na piętrze mieszkał Szymon Salpeter, ojciec Mosze ze swoją rodziną. Obchodzimy dom dookoła, dzwonię, bo myślę, że Ofirze i Shimonowi byłoby miło, gdyby mogli wejść na podwórko. Nikt jednak nie otwiera. Szkoda…

 

Na ulicy w samochodzie siedzi starsze małżeństwo. Pytają nas co robimy. Wyjaśniam kim są Ofira i Shimon. Mężczyzna mówi śmiejąc się: zabierzcie ten dom i wskazuje niezbyt ładny budynek naprzeciwko domu, w którym mieszkał Mosze.

Odpowiadamy, że niczego nie chcemy zabierać, Ofira śmieje się i mówi: mamy ładniejsze domy w Izraelu.

Opowiada też nam, że dziadek nie wziął nawet odszkodowania od Niemców.

 

Idziemy jeszcze pod piękny, monumentalny budynek Gimnazjum. Tutaj uczył się Mosze.

Opowiadamy sobie dużo podczas tego spaceru.

Dochodzimy w okolice Rynku, ja i Monika żegnamy się z Ofirą i Shimonem, Monika ma obowiązki, a ja muszę się jeszcze przygotować do spotkania w Muzeum.

Ania bierze gości na dalszy spacer.

 

               Do Muzeum przyjeżdżamy z Moniką dużo wcześniej. Trzeba się przygotować. Trzeba porozkładać poczęstunek. Długo przygotowywałam się do tego wydarzenia pisząc scenariusz, obmyślając plan, wybierając fragmenty dziennika do przeczytania, robiąc prezentację. Chciałam żeby uczestnicy mogli zakosztować specjałów z Izraela. Zawiódł mnie niestety sprzedawca z koszernego sklepu w Warszawie. Dużo by opowiadać. Miałam jednak plan awaryjny. Chałwę kupiłam gdzie indziej, izraelskie soki też. Koszerna maca pochodziła z mojego osiedlowego sklepu, a chałka z mieleckiej piekarni. Monika i Halina rozkładają smakołyki.

Wymyśliłam, że spotkanie będzie składało się z dwóch części.

W pierwszej opowiem o Mosze i pokażę zdjęcia,  a uczeń mieleckiego II Liceum Ogólnokształcącego, aktor amator Szymon Weryński przeczyta fragmenty dziennika Mosze, w drugiej o dziadku opowiedzą Ofira i Shimon (na tę okoliczność Ofira przygotowała piękną prezentację). I że będzie przerwa podczas której będzie można degustować i napić się kawy.

Wszystko gotowe. Pytam Szymona, czy się stresuje, odpowiada, że trochę, ale to pozytywny stres. Chyba czuję podobnie.

Powoli schodzą się uczestnicy. Zaczynam się martwić. Jest 16.45 a Ofiry i Shimona nie ma (mieli być o 16.30), wychodzimy z Moniką przed budynek, chodzę nerwowo po parku, zbliża się czas rozpoczęcia spotkania, a ich nie ma. Zastanawiam się co mogło się stać? Przecież wiedzieli gdzie jest Muzeum, nie mogli zabłądzić, z miejsca ich zakwaterowania droga jest prosta. Mieli przyjść na piechotę, w czasie szabasu nie wolno im jeździć autem.

Nerwy.

Jest pewnie jakaś 16.58  kiedy widzę ich na parkowej alejce. Uśmiecham się. Iwona, pracująca w Muzeum mówi: no proszę jaki uśmiech od razu….

Tak, uśmiech ulgi.

Jak się potem okazało, zmęczeni trudami podróży poprzedniego dnia i spacerem, Ofira i Shimon usnęli… a że w czasie szabasu nie używają telefonów, nie nastawili budzika.

Może jednak czuwał dziadek Mosze? Na takie wydarzenie nie mogli się przecież spóźnić.

I już podróżujemy wszyscy wspólnie do przedwojennego sztetla. Jest tak jak chciałam, płynie opowieść o mieleckim nastolatku, ale przy okazji o mieście w którym mieszkał, o   miłościach Mosze,  jego rozterkach, marzeniach i o tym jak wszystko to zniszczyła wojna. Szymon pięknie czyta fragmenty dziennika.

Przerwa. Już po spotkaniu widzę, że prawie wszystko zniknęło ze stołu i to co ja przygotowałam i to co ze swojej strony przygotowało Muzeum. Dobrze. Znaczy się, że smakowało.

 

Drugą część spotkania zaczynam od opowieści o tym jak Mosze spotkał dr Rochelle Saidel i dzięki temu powstała książka o Mielcu a kolekcja Mosze znalazła się w Yad Vashem. Potem pytam Ofirę o świeczniki na zdjęciach, o pamiątkową tablicę w ogrodach Jerozolimy, a potem ona opowiada o dziadku. Czasem włącza się Shimon. Oglądamy wiele zdjęć. Są wzruszające. Z angielskiego tłumaczy Monika.



 



Bogdan pyta Ofirę jak myśli, co powiedziałby Mosze na to dzisiejsze wydarzenie?

Hm… ja myślę, znając jego miłość i przywiązanie do Mielca, że byłby szczęśliwy ale też zdziwiony tym jakiego zamieszania narobił. Jestem pewna, że byłby szczęśliwy widząc swoje wnuki chodzące jego śladami.

 

Marta dziękuje za spotkanie i wręcza nam po róży. Miły gest.

 

Pisząc te słowa wzruszam się na samo wspomnienie. Wiem, że ten wieczór już ze mną zostanie na zawsze w pamięci. I że będę o nim pamiętać jako o czymś ważnym co zdarzyło się w moim życiu.

 

Szkoda, że zupełnie zignorowały go mieleckie media. Jakby nikogo nie obchodziło kilkaset wspólnej historii. Szkoda…

 

               Niedziela jest dniem odwiedzenia cmentarzy i miejsc pamięci. Nie wiem gdzie spoczywa babcia Małka i jej syn, tata Mosze Szymon Salpeter. To albo cmentarz przy Traugutta, albo mogiła zbiorowa na Świerkowej albo … Lasek Berdechowski. Na Traugutta i Świerkowej Shimon odmawia kadisz, zapalają też z Ofirą specjalne świece przywiezione z Izraela.

 

Nie wiem gdzie spoczywa mama Mosze (zmarła kiedy miał 3 lata, przed wojną). To może być cmentarz przy dzisiejszej Jadernych (ale jak wiemy wiele szczątek stamtąd wykopano i w tej chwili leżą w mogile zbiorowej na cmentarzu przy ulicy Rybackiej w Nowym Sączu), ale bardziej prawdopodobny jest cmentarz tak zwany choleryczny. Nie ma po nim śladu. Nawet żadnej pamiątkowej tablicy. Oglądamy miejsce z okien samochodu.

 

               Shimon opowiada, że dziadek uwielbiał tańczyć. Przypominam sobie przekaz, że tańca uczyła Mosze nauczycielka z gimnazjum. Dwa ostatnie lata życia Mosze spędził na wózku inwaldzkim. Nie był potulny i spokojny. Jego ciekawość świata wciąż była taka sama – wnuki musiały wszędzie go wozić.




Kiedy nastała era Internetu, Ofira pokazała dziadkowi wyszukiwarkę i objaśniła jak działa. Pierwsze słowo, które w nią wpisał to była nazwa Mielec.

 

Na pogrzeb dziadka przyszły prawie same kobiety – powie nam Shimon – mnóstwo kobiet. Czasem myślę, że był innym Mosze dla mężczyzn, a innym dla kobiet…

 

Uśmiechamy się. Cały Mosze.

 

 

Dziękuję wszystkim dzięki którym odbyło się to spotkanie.

Dyrektorowi Muzeum Historii Regionalnej Pałacyk Oborskich w Mielcu, pracownikom Muzeum, wszystkim którzy mi pomogli: Monice, Ani, Halinie, Krzysztofowi i Markowi.

Dziękuję Monice za tłumaczenie podczas spotkania, a Szymonowi za przeczytanie fragmentów dziennika Mosze z uczuciem i talentem.

Dziękuję Ani i Bogdanowi za goszczenie Ofiry i Shimona w swoim domu pod Krakowem.

 

Dziękuję dr Rochelle Saidel za podzielenie się wspomnieniem o Mosze.



 


Dziękuję uczestnikom spotkania, że zechcieli posłuchać opowieści o Mosze.

 

Dziękuję Ofirze i Shimonowi, że przylecieli aż z Izraela.

 

Dziękuję Mosze Borgerowi za to, że BYŁ i za to, że wciąż jest obecny w moim życiu.

O Mosze można przeczytać tutaj:

 

https://maynshtetelemielec.blogspot.com/2022/11/twarze-mieleckiego-sztetla-mosze-borger.html

 

 

 

 

 

poniedziałek, 9 marca 2026

84 rocznica deportacji mieleckich Żydów


 






8 marca 2026 roku, w przedzień 84 rocznicy zagłady żydowskiej społeczności Mielca zebraliśmy się  na cmentarzu żydowskim przy ulicy Traugutta w Mielcu aby uczcić pamięć ofiar.


Bardzo dziękuję wszystkim przybyłym za obecność, za aktywne uczestnictwo poprzez odczytywanie wspomnień i nazwisk ofiar oraz wykonanie kamieni z nazwiskami ofiar. Przez ubiegły rok do Listy Ofiar dopisałam kolejne 128 nazwisk.




Tekst wystąpienia:

 

Nie wszystkie ofiary były Żydami, ale wszyscy Żydzi byli ofiarami

Elie Wiesel

 

Rozpoczynam od tego cytatu, ponieważ w dzisiejszych czasach coraz częściej dochodzi do budowania nowej narracji historycznej, negowania Holokaustu i marginalizowania cierpienia Żydów. Myślę, że to, że wybrzmiał ten cytat jest bardzo ważne.

 






 Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że w każdej żydowskiej rodzinie nie obyło się bez ofiar, że nawet jeśli ktoś ocalał z Zagłady to tracił całe rodziny, często rodziców, dziadków, rodzeństwo, krewnych. Trauma i cierpienie rozciągały się na kolejne pokolenie.

Trudno sobie wyobrazić życie bez dziadków, wujków, cioć, często też kuzynów…

 












Jest dla mnie też rzeczą niewybaczalną powtarzane tak bardzo często obecnie: ofiary stały się katami.

Polskich Żydów, ofiar Holokaustu nie możemy obwiniać za obecną sytuację polityczną na świecie. To bardzo krzywdzące.

 

Nie bierzmy udziału w tak bezrefleksyjnie tworzonej narracji.







 

Zebraliśmy się tutaj dzisiaj w przeddzień rocznicy deportacji Żydów z Mielca. To już siódme nasze wspólne spotkanie. Bardzo dziękuję wszystkim za przybycie.

Jesteśmy w miejscu szczególnym –  na cmentarzu, gdzie w czasie pochowano 54 ofiary deportacji w dniu 9 marca 1942 roku, gdzie w czasie wojny dokonywano wielu egzekucji, gdzie  wojnie przeniesiono szczątki Żydów mordowanych w innych miejscach. Nie dowiemy się jak wielu ich było.

Ale wspomnijmy tych, którzy z całą pewnością tutaj spoczywają:

Cerla Kleinman z synem Dawidem i siostrą Sarą Brenner, Rachela Buchen, Matylda Braun, Sara Horn z dziećmi Dawidem i Rachelą, brat Sary Aron Leszkowicz, Sara, Lusia, Fela Protter.

Według mnie na cmentarzu spoczywa cała rodzina Ity Rosenbaum po mężu Hollander. Byli mieszkańcami Rzędzianowic:

Chaim Isaac Rosenbaum 

(Chaim Isaak ukrywał się z dwoma synami w polu ziemniaków, jeden z Polaków doniósł o tym do granatowej policji, która zabrała 3 mężczyzn do Mielca, gdzie ich zastrzelili. Chaim, Dawid i Jermiasz (Jeremiahu) zostali zamordowani 13 sierpnia 1943 rok).










Roza (Raizel, Rozalia) z domu Korn  urodzona w 1900 roku, córka Fridy i Chaima Korna.

Ich dzieci:

 Małka urodzona w 1925

 Jeremiasz urodzony w 1927

 Dawid urodzony w 1929

 Mordechai urodzony w 1931

Chana urodzona w 1933

Nusen Szyja Rosenbaum, brat Chaima, Perla Schnall i Sara Lea Schnall, Ryfka Heller


W ubiegłą niedzielę byłam tutaj z wnukami Mosze Borgera, opowiadając im o tym miejscu. Ofira Borger zapytała mnie czy jeśli tu znajdują się groby masowe to możliwe, że chodzimy po grobach? Niestety tak - odpowiedziałam.

 

Zebraliśmy się aby uczcić pamięć ofiar.

To ważna data w historii miasta.

Niepamięć to podcinanie korzeni.  Zatem róbmy wszystko, aby pamiętać.

 

Chana Reiss powracająca po wojnie do Mielca, wspominała:

 

Byłam jedną z pierwszych mieleckich Żydów, którzy po wyzwoleniu wrócili do „domu”. Cóż to bowiem był za dom, w którym nie było nikogo z moich”

 

 

Przed wojną Mielec był małym miastem, sztetlem z ponad 5 tysięczną ludnością żydowską.

Tak wspominał Mielec po wojnie Ezechiel Keitelman


Mielec, jak wszystkie galicyjskie sztetle, tętnił niegdyś tym wiecznym żydowskim hałasem, którego jeszcze żaden muzyk nie zapisał, żaden malarz nie namalował, a żaden pisarz nie opisał tak, jak należało. W mojej wyobraźni miasto wciąż powraca: małe, niespokojne, handel na ulicy, nauka w bejt-midraszu, ciężka praca o kawałek chleba, emigracja dzieci, spory polityczne, kłótnie w domach modlitwy — całe to żydowskie życie

 

 

Ale nadszedł wrzesień 1939 roku, wiele się zmieniło, tak wspominał pierwsze dni wojny Marvin Balsam:

 

Niestety ta piękna społeczność żydowska została zniszczona we wrześniu 1939 roku, kiedy to Niemcy wkroczyli do miasta. W pierwszy piątek okupacji, którym był erev Rosz Haszana, Niemcy zabili rzezaka i Żydów, którzy przywieźli kury do rzeźni. Niemcy powiesili ciała pomordowanych na hakach rzeźniczych przeznaczonych dla kurcząt. Wieczorem Roszhaszana, Niemcy spalili synagogę, Beit Midrasz, Bais Hamerchatz i Bais Hachnoss Orchim, które zajmowały jeden kwadratowy obszar i zabili tam około 30 Żydów.

 

Do roku 1942 społeczność jednak trwała. Nie znaczy to, że nie dotykały jej represje. Żydzi byli zmuszani na przykład  do przymusowych robót.

Wspomnienie Mosze Borgera:

Pozwolili Żydom wykonywać swoje codzienne zajęcia, żądając tylko dostarczenia pewnej liczby pracowników do pobliskiej fabryki lotniczej. Powierzchownie życie było prawie normalne a ludność przywykła do nowych zasad i ludzie nie martwili się, gdy wieści o obozach budowanych w różnych częściach kraju docierały do nas. Wszyscy myśleli, że jeśli zdarzy się coś złego to zdarzy się to komu innemu. Takie poczucie bezpieczeństwa było warunkiem wstępnym w programie powolnej eksterminacji. Naziści chcieli aby wszyscy byli spokojni i cisi, aby móc przeprowadzić swoje plany bez najmniejszych przeszkód.

Tonia Szulkind:

Wiosną 1941 roku wyjechaliśmy do Mielca. W Mielcu istniała dzielnica żydowska, w której skupieni byli wszyscy Żydzi, zamieszkali poprzednio w mieście. Dzielnica nie była zamknięta, nie było murów ani drutów. Ludność żydowska wchodziła i wychodziła z dzielnicy bez żadnych ograniczeń.

  

Dora Keller z domu Aleksandrowicz:


Pochodzę z Krakowa. Mieszkałam tam w momencie wybuchu wojny polsko-niemieckiej w 1939 roku. Do Mielca przyjechałam na przełomie roku 1940/41. Mieszkałam z moim szwagrem. Pozostałam w Mielcu do marca 1942 roku, czyli do momentu ostatecznej deportacji Żydów z Mielca. Osobiście nie doświadczyłam faktycznego przesiedlenia, ponieważ wcześniej słyszałam, że Niemcy planują coś złego, więc uciekłam z rodziną do Połańca. Podczas mojego pobytu w Mielcu panował tam względny spokój i nie przypominam sobie, aby w tym czasie doszło do jakichkolwiek morderstw. Nie pamiętam, jakie niemieckie jednostki stacjonowały w Mielcu. Pamiętam nazwisko Niemca o nazwisku Zimmermann, etnicznego Niemca, który służył w jednej z niemieckich jednostek stacjonujących w Mielcu podczas niemieckiej okupacji. Nigdy go nie widziałam i nie wiem nic konkretnego o jego działalności. Wiem tylko, że przed wojną mieszkał w jednej z niemieckich kolonii w pobliżu Mielca. Był dobrze znany Żydom z Mielca. Jeśli chodzi o likwidację Żydów z Mielca, mogę podać tylko to, co wiem z opowieści. To znaczy, że wkrótce po moim wyjeździe w Mielcu doszło do masowej masakry, podczas której pewną liczbę osób rozstrzelano na miejscu, resztę (młodszych) wywieziono do obozów pracy, a pozostałych do obozu zagłady. Nie znam sprawców tej akcji. Nie znam też szczegółów tej akcji. Ta akcja zakończyła historię Żydów mieleckich. Była to prawdopodobnie pierwsza tego typu akcja na terenie województwa krakowskiego.

 Fragment książki Rochelle Saidel: Mielec, Poland, the shtetl, that became a nazi contration camp:

Mielecka deportacja była integralną częścią ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, zadania, które marszałek Rzeszy, Hermann Göring dał Reinhardowi Heydrichowi w lipcu 1941 roku. 20 stycznia 1942 roku postanowiono, że Generalne Gubernatorstwo będzie pierwszym obszarem na którym rozpocznie się mordowanie Żydów europejskich.

 

Zgodnie z nazistowskimi dokumentami konkretna decyzja o uczynieniu Mielca wolnym od Żydów (Judenrein) została wypracowana w styczniu 1942 a w początkowych planach termin deportacji ustalono na ten miesiąc. 6 stycznia Türk w biurze BuF w dystrykcie lubelskim poinformował majora Raggera w głównym biurze Krakowie że w końcu jest on w pełni gotowy do deportacji:

Sprawa: Ewakuacja z Mielca 2000 Żydów

1000 Żydów przybędzie do Hrubieszowa, do Centralnego zgrupowania dystryktu, z przeznaczeniem do Hrubieszowa. 1000 Żydów przybędzie do Chełmu, do Centralnego zgromadzenia dystryktu; z nich 400 z przeznaczeniem do Włodawy a 600 do Parczewa. Przygotowano do odbioru, poczynając od 15 stycznia 1942.

Ta deportacja została poniechana, ale nowy rozkaz powiększył liczbę deportowanych do 4500.

 

Fragmenty tajnej korespondencji z lutego 1942 roku:


Przekazuję wyciąg z dokumentu z departamentu generalnego gubernatora odpowiedzialnego za ewakuację Żydów o następującej treści:

Biuro w dystrykcie lubelskim, Departament Spraw Wewnętrznych oraz Departament Spraw Socjalnych pozostają odpowiedzialne za przeprowadzenie przesiedlenia Żydów do wyznaczonych miejsc, zgodnie z możliwymi do wykonania wymaganiami.

Przesiedlani Żydzi maja móc zabierać ze sobą swoją pościel. Każdej osobie należy pozwolić zabrać ze sobą 25 kg innego bagażu lub sprzętów domowych.

Po trzech tygodniach pobytu w nowych miejscach zamieszkania Żydów należy przebadać medycznie. Wszelkie podejrzenia tyfusu należy niezwłocznie raportować lekarzowi dystryktu.

W celu przeprowadzenia tej akcji Departament Spraw Socjalnych i władze Generalnej Guberni muszą szybko dokonać uzgodnień, tak, aby biuro w dystrykcie lubelskim było w stanie oznajmić termin przybycia transportu.

Naliczonymi kosztami należy obciążyć i rozliczyć zgodnie z częścią B 44 – Ewakuacja i czynności ewakuacyjne.

  

Chana Reiss:


Mimo odprowadzenia przez Żydów wspomnianych kontrybucji w  różnej formie i obietnic niemieckich Żydzi z Mielca byli pierwszymi ofiarami planowanego wysiedlenia i masowego mordowania ich.

W mroźną, zimową noc, otoczono miasto.  Nad ranem zaczęto wyciągać Żydów z mieszkań, które wskazywali zarówno ludzie z Judenratu, jak i wspomniani przeze mnie koloniści niemieccy.

Starych, chorych rozstrzeliwano od razu w mieszkaniach. Innych często w nocnej bieliźnie, zaskoczonych, wyciągano z domów z tobołkami pościeli i tysięczny tłum zaczęto gonić do hangarów na lotnisku w Berdechowie, położonym o jakieś 6 km od Mielca. Po drodze Niemcy bez przerwy strzelali tych, którzy nie byli w stanie dość szybko chodzić, często zresztą zupełnie bez wyboru.

W hangarze zamknięto nas i trzymano przez 4 długie dni i noce. Co się tam działo, trudno to opisać słowami. 500 mężczyzn wyciągnięto do wspólnego grobu wykapanego przedtem przez Polaków. Wśród nich znajdował się również mój ojciec.

Wreszcie zaczęły się selekcje.

Młodych chłopców zabierano do obozu pracy w Pustkowie. Między innymi zabrano tam mojego brata, który jak się potem dowiedziałam – tam zginął. Grupę dziewcząt wyznaczono do pracy na lotnisku w Berdechowie, wśród nich i mnie.

Potem podstawiono wagony kolejowe, do których ładowano tych, którzy zostali wywiezieni. Przy tych selekcjach nie obyło się bez okrutnych morderstw.

Na miejscu między innymi został w straszliwy sposób zamordowany tak przyzwoity i ceniony przez wszystkich Żyd, jak sędzia Pohoryles z żoną i dzieckiem i wielu innych.

Transporty kolejowe pojechały w kierunku Parczewa, Włodawy, Międzyrzeca, Dubienki. W jednym z tych transportów znalazła się moja matka wraz z siostrami, szwagrem i małym dzieckiem. Tak rodzina nasza została rozdzielona. Niestety na zawsze. Udało mi się jednak zebrać dane o nich w czasie mojej późniejszej wędrówki po lasach.

 








 

Rodzina Chany o której wspomina to:

 Chaim Reiss, ojciec urodzony 16 lipca 1873 roku, mieszkał na ulicy Kilińskiego

 

 Feiga Reiss  (żona Eliasza Reicha, zamordowanego w Auschwitz), urodzona w Złotnikach  23 czerwca 1908 roku, siostra Chany

Reiss imie nieznane - dziecko Feigi

 Feiwel Reiss  urodzony 24 lipca 1921 roku, brat Chany, zamordowany w Pustkowie

 Necha Reiss , urodzona  25 maja 1880 roku, mama Chany

Reiss Dora, siostra urodzona w 1911 roku żona Jochene Bernsteina, zamordowana w getcie w Bochni, była tam pielęgniarką

 

Wspomniany sędzia Pohoryles, miał na imię Baruch w chwili śmierci miał 48 lat, jego żona Franciszka miała lat 41.

Eda Lichtman:


Późną nocą, gdy przestali przywozić wysiedlonych, Niemcy zamknęli żelazne drzwi i zapalili światło. Postawili stoły w kącie i wybrali kilka dziewcząt, które miały przynosić chleb w workach. Chleb został pokrojony na kawałki. Przyprowadzono nas grupami do stołów z chlebem, a kiedy podeszliśmy, Niemcy strzelali do nas i rozproszyliśmy sie. I znowu ustawili nas w szeregu. Ta zabawa powtarzała się kilka razy. Tylko kilka osób dostało kawałek chleba. Niemcy wybuchnęli gromkim śmiechem. O północy nagle zgasili światło i kazali nam zachować absolutną ciszę.

 

Rano otworzyli drzwi. Mroźne powietrze wdarło się do zadymionego wnętrza, zanieczyszczonego wyziewami i odchodami kilku tysięcy ludzi w hangarze. Niemcy kazali wszystkim mężczyznom się ogolić. Ponownie ustawili nas w szeregi i zamknęli szerokie drzwi, zostawiając tylko wąskie. Kazali nam wyjść jak najszybciej, bili nas, gonili. Wszyscy pobiegli do wyjścia, tratując się nawzajem, żeby jak najszybciej się wydostać, nie wiedząc po co.

 


Jack Sittsamer, który mieszkał w Mielcu i w czasie akcji deportacyjnej miał około trzynastu lat, wspominał:

 


 

9 marca 1942 roku Niemcy zgromadzili wszystkich Żydów w moim mieście. Wszyscy zebraliśmy się na rynku i rozpoczęła się selekcja. Niektórzy zostali wybrani i zabrani, ale ja miałem sporo szczęścia – cała rodzina została razem i ruszyliśmy w kierunku hangarów lotniskowych. Po obu stronach drogi stały oddziały szturmowe SS i duże owczarki niemieckie.

Mniej więcej w połowie drogi do hangarów Niemcy wyprowadzili wszystkich starszych ludzi i rozstrzelali ich na miejscu. To był ostatni raz, kiedy widziałem mojego ojca Mosze. Kiedy w końcu dotarliśmy na lotnisko, podzielili nas na grupy. Zabrali moją matkę, młodszego brata i dwie siostry i wsadzili ich do pociągu. Mój brat Izrael i ja wciąż byliśmy razem. Po kolejnej selekcji oddzielili mnie od brata. Zabrali go do miejscowości o nazwie Pustków w Polsce.

Dowiedziałem się, że moja matka została zabrana do Międzyrzeca w Polsce. Przez krótki czas otrzymywałem od niej pocztówki. Zabrali mnie do fabryki samolotów Flugzeugwerke , która znajdowała się się niedaleko Mielca.

 

Umieram, ty pozostajesz, wytłumacz mą sprawę, tym co jej z bliska nie znają

Hamlet, William Szekspir

 

Dane dotyczące osób, których zdjęcia możemy dzisiaj zobaczyć:

 

Bernstein (Kurz) Blima  urodzona 24 kwietnia 1905 roku w Mielcu, córka Szaje Kurza i Estery Bernstein, zamordowana 9 marca 1942 roku -  informacja ze strony IPN straty, wg jej bratanicy Cili Drucker zdomu Bernstein przebywała w getcie w Bochni jeszcze w 1943 roku i tam prawdpodobnie została zamordowana,  mieszkała w Mielcu przy ulicy Batorego, Spis Judnenratu, relacja Cili Drucker

 Bernstein Chana urodzona 1 grudnia 1911 roku, córka Szaje Kurza i Estery Bernstein, mieszkała w Mielcu przy ulicy Batorego, prawdopodobnie zamordowana w getcie w Bochni, relacja bratanicy Cyli Drucker, Spis Judenratu (Lore Smith wspomina, że razem przybyły do obozu na Czekaju koło Mielca).

Bernstein (Kurz) Erna (Etla) Estera, córka Israela i Freindli Grun urodzona w Radomyślu Wielkim 26 grudnia 1904 roku, żona Dawida, matka Hani i Cyli, prawdpodobnie zamrodowana w getcie w Bochni (wg jej córki Cyli), Spis Judenratu, relacja Cili Drucker

Bernstein Hania (Chana) urodzona  30 lipca 1934 roku, córka Dawida i Erny, prawdopodobnie zginęła wraz z matką w getcie w Bochni, relacja C.Drucker, Spis Judenratu

Dienstag Abraham Józef urodzony w Mielcu 27 lipca 1920 roku, syn Lieby (Rozalii) z Romerów i Dawida, brat Estery we wrześniu 1939 roku przebywał we Lwowie, aresztowany przez NKWD w 1940 roku, zmarł na zesłaniu, Spis Judenratu, dokumenty NKWD (Gesher Galicja), kolekcja Mosze Borgera - YV,

Fenichel Pinkas Eli urodzony 25 czerwca 1907 roku (w spisie judenratu widnieje data 20 maja 1910) syn Jisroela Hirscha i Beili z domu Rubin, mąż Chany Sary,  mieszkał przy ulicy 3 maja 15

Horowitz Dawid urodzony 22 lipca 1872 roku w Mielcu, mąż Chany, przed wojną mieszkał w Stuttgarcie, prawdopodobnie został wydalony z Niemiec w 1938 roku (informację o wydaleniu 28 października 1938 roku jego córki Reginy można znaleźć na stronie Bundesarchives).  Według niemieckiej strony internetowej został wysiedlony z Niemiec (zachowało się jego podanie o wydanie dowodu osobistego w Mielcu w 1941 roku)  Ojciec Reginy, Jakuba i Marty. Ku pamięci jego rodziny zostały położone kamienie stolperstein. W książce Marka Verstandiga I rest my case znajduje się opis śmierci Horowitza wydalonego z Niemiec i jego córki.

Równie poruszająca była śmierć pana Horowitza, uchodźcy przez Zbąszyń, który od wielu lat mieszkał w Niemczech i wrócił do Mielca wraz z urodzoną w Niemczech córką. Horowitz był inteligentnym i postępowym mężczyzną w średnim wieku, pochodzącym z rodziny rabinicznej. Z siwą brodą, przystrzyżoną na niemiecki sposób, szedł na egzekucję, a za nim cicho szła jego elegancka córka, wówczas dwudziestokilkuletnia. Zgodnie z ówczesną modą nosiła białą rękawiczkę na lewej dłoni, drugą trzymając w tej samej dłoni. Gdy Niemcy zastrzelili jej ojca, zwróciła się do nich i poprosiła, żeby zastrzelili także ją. Z dużej odległości Niemiec strzelił jej w klatkę piersiową. Zanim umarła, podziękowała mu i w teatralnym geście rzuciła mu swoją zakrwawioną białą rękawiczkę”

  

Keller Ascher urodzony w 1920 roku w Mielcu, syn Chaima, absolwent mieleckiego gimnazjum

Kurz Reuven (Rubin), mąż Feigi urodzony 24 maja 1900, mieszkał w Mielcu przy ulicy Szerokiej wg spisu Judenratu, jednak żona mieszkała na Sandomierskiej i tak to wspomina Irene Eber bratanica żony  R. Kurza (wg niej Kurzowie mieszkali na Sandomierskiej), zmarł 3 kwietnia 1945 roku we Flossenburgu, transport z KL PŁaszów, numer więżnia 15373 (żródło archiwum KL Flossenburg), był członkiem Judenratu,  Spis Judenratu, IPN straty,

Reiss Feiga - Fani (żona Eliasza Reicha, zamordowanego w Auschwitz), urodzona w Złotnikach  23 czerwca 1908 roku, córka Chaima i Nechy

  

Chciałam wspomnieć jeszcze coś co bardzo poruszyło mnie ostatnio podczas słuchania wywiadu z Edą Lichtman.

 

Było nas siedmioro. Przeżyłam tylko ja, straciłam wszystkich.

 

Eda Mówiła o represjach ze strony Niemców, ale również ze strony sąsiadów:

Także chrześcijanie wyzyskiwali nas, okradali, bili.

Jedni Polacy byli dobrzy, drudzy źli. Spotkałam takich i takich.

Miałam do czynienia z wieloma dobrymi Polakami, ale i wieloma złymi.

Niektórzy zabierali nam rzeczy, nie wszyscy, ale niektórzy. Jeden wyrzucił kiedyś moje pudełko ze zdjęciami. Wiatr rozrzucił pudełko po całej okolicy.

Patrzyłam jak ulatuje moje życie…

 

 

„Historia to nie przeszłość lecz ciągłe zadanie dla nas wszystkich” Marian Turski

 

Wiersz:

 

Dora Tajtelboim

 

 

Idę rumowiskiem mojego miasta,

Sześć milionów umarłych mnie obrasta,

Każdy kamień ciska niczym krwawy sopel

I łzy zamienia na Bugu krople

 

 

Miasto moje, widzę twoje dymy,

Noc w twoich ranach kroplą jodyny

Ogród, sad i kołyska zburzona

 Z ziemią jałową spowinacona

 

Garść ziemi w ręce podnoszę teraz,

Ileż oczu z prochu wyziera

Każdy pył – dziadkiem, rodem – każdy kamyk

Już dziesięć wieków z tą ziemią się znamy

 

Skrzypce stare podarował mi grajek

I nigdy się z nimi już nie rozstaję,

Siostra spalona dała mi lutnię

I odtąd podobnam do orkiestry smutnej

 

Na gruzach postoję i jeszcze wam zagram

Aż serce kamieni śpiewem potargam,

W popiołach nurzając się struny rwać będę,

Póki źródło zadzwoni w studniach obłędnych

 

 

 

Odczytane nazwiska ofiar:

 

 

Gewurtz Rachela

Weintraub Amalia Debora

Kornbluth Brucha (Bronia)

Kornbluth Chana

Kornbluth Tema,

Kornbluth Tyla,

Mechlowicz Itta

Dienstang Abraham Józef

Watzner

Kohn Samuel

Berenstein Blima

Fleischer Josef

Fleischer Lea (Laja)

Weindling Adela

Weindling Eliasz

Weindling Rochna

Rotter Norbert

Steuer Mendel

Rappaport Chaja (Helena)

Grunberg Natan

Grunberg Necha

Gross Chana Małka

Grünberg Nechemia –

Grünberg imię nieznane

Grünberg Nüssen

Grünberg NN – syn Nussena

Grünberg imię nieznane

Kleinkopf Hersz,

Kleinkopf Naftali,

Larisch Chana

Leidner Israel

Leidner Jehiel

Leidner Matla

Raps Sara

Obstfeld Abraham

Obstfeld Hersch

Obstfeld Leon

Obstfeld Moses,

Obstfeld Sara

Obstfeld Szajndla

Ziegler Lilli

Horowitz Dawid,

Horowitz Dawid

Horowitz Regina

Fenichel Feiwisz

Fenichel Pinkas Eli

Rubin Beila

Rubin Baruch

Rubin Ita

Rubin Naftali

Nussbam Markus

Blum Samuel

Roth Tauba

Buchen Feiga

Buchen Frieda,

Buchen Gołda

 Buchen Ita 


Buchen Małka

Buchen Josef

Buchen Rachela,

Buchen Reizel

Blattberg Benjamin

Hiller Salze (Sauel, Salo)

Lichtman Meilelech

Montang Aron

Pinczoski Nusen

Schwalb Baruch Abraham

Schwalb Chana Marjem

Schwalb Erna

Schwalb Hinda

Schwalb Menasche

Schwalb Moryc

Schwalb Róża

Seewald Samolon

Silber Regina

Kurz Chaim

Balsam Samuel Isaak

Balsam Lea

Balsam Necha

Balsam Israel Chaim

Balsam Alter Jeremiasz

Mantel

Horowitz Isaak

Reiss Chaim

Reiss Feiga

Reiss – imię nieznane

Steinhard Baruch

Steinhard Sara

Trompeter Zygmunt

Kurz Blima

Kurz Szaja

Gottdenker Lusia

Gottdenker Małka

Leszkowicz Chaja,

Leszkowicz Lea

Leszkowicz Moses Majer

Leszkowicz Rachela (Reschka)

Leszkowicz Rikel

Leszkowicz Salomon Josef

Leiman Lea

Bernstein Erna Estera

Bernstein Chana

Bernstein Hania

Weinstreiner Necha

Kurz Rubin

Kurz Paulina

Kurz Róża

Kurz Szymon

Kurz Minka

Kurz Zlata

Kurz Lajzer

Kurz Idel

Kurz Abraham

Kurz Hirsch

Kurz Szyja

Keller Jakob Moses

Sternglanz Baruch 

Sternglanz Chana

Sternglanz  Dora (Debora) 

Sternglanz Fryda 

Sternglanz Israel

Sternglanz Osias

Sternglanz Michael,

Sternglanz Pejsach 

Sternglanz Reizel (Rosa)

Keller Ascher

Salz Frieda

 

 

 

Ascher Keller, zdjęcie ze zbiorów Sarah Keller, siostry Aschera



Blima Bernstein/Kurz, zdjęcie: Yad Vashem


Chana Bernstein/Kurz, zdjęcie: Yad Vashem


Erna Bernstein, zdjęcie; Yad Vashem
Hania Bernstein, zdjęcie; Yad Vashem
Reuven Kurz, zdjęcie: Yad Vashem



  

 Izabela Sekulska, 9 marca 2026 r.

Zdjęcia: Ghetto Fighters House, czlonkowie Grupy Mayn Shtetele Mielec, YV, S. Keller

 

 

 




Powrót Mosze Borgera

  Są takie zbiegi okoliczności, które wyglądają jak przemyślany plan – napisał Andrzej Stasiuk.   Gdyby Scott Genzer wiedział, że istni...