Pisząc dziś, mam przed sobą
oprawione zdjęcie uczniów szkoły, które jakimś dziwnym zrządzeniem losu
przetrwało wojnę i zniszczenie. Jest nas szesnaścioro: czterech chłopców i
dwanaście dziewcząt. Staliśmy obok domu, w którym się uczyliśmy. Pamiętam tylko
imiona trzech moich koleżanek: Tośka, Tova Trompeter i Hava. Tova miała bujne
brązowe włosy i piękny uśmiech. Jej rodzice mieszkali w podwórzu obok sklepu
Babci Mindel. Hava była przyjaciółką kuzynki Estery (Estery córki Ruevena Kurza i Friedy z domu Geminder
– I.S.). Tośka jest pośrodku zdjęcia niczym panująca królowa, dwóch chłopców po
każdej stronie. Nawet na tej starej fotografii widzę jej złoty uśmiech, który
rozświetlał jej twarz, a oczy błyszczały. Za nią stoi dziewczynka, którą Tośka
i ja znałyśmy bardzo dobrze, ponieważ jej młodsza siostra urodziła się z
obojgiem zamkniętych oczu. Dwóch chłopców pochodziło z zamożnych rodzin; sklepy
ich rodziców znajdowały się na ulicy Kolejowej. Bardzo chciałbym wiedzieć, co
stało się z każdą z moich koleżanek: jak potoczyło się ich życie z kim się
ożeniły, rozwiodły, jakie zawody wykonywały, a jakich nie; gdzie zamieszkały;
czy odniosły sukces, czy nie. Ale nie ma o czym mówić. Wszyscy moi koledzy ze
szkoły, za wyjątkiem Tovy zginęli w Parczewie, Włodawie lub Sobiborze….1
To piękne zdjęcie. RADOSNE I ŚWIETLISTE. Uśmiechnięte, starannie ubrane dzieci (czy ubierały się tak na co dzień, czy to
ta szczególna okazja – wykonanie pamiątkowej fotografii skłoniła rodziców do
odziania swoich pociech w to co miały najlepszego?). Pośrodku nauczycielka. Trudno domyślić się, że nie jest to normalny szkolny dzień w
czasach pokoju. Dzieci tak promiennie się uśmiechają. Jeszcze nie wiedzą co je
czeka. Z tych obecnych na zdjęciu, przeżyje
jedynie dwójka, z całej osiemdziesiątki uczęszczających na tajne zajęcia w
czasie wojny, ogółem jedynie piątka. Przynajmniej o tylu ocalałych wiem.
Ich nauczyciel po wojnie,
wiedział tylko o dwójce. Widocznie nie dotarły do niego wieści o kolejnych trzech
uratowanych dziewczynkach.
Znam to zdjęcie. Już je widziałam. Pomimo tego dopiero teraz, w 2026 roku przyglądam mu się z uwagą. Dostaję go od jednego z potomków mieleckich Żydów. Na zdjęciu jest jego mama. Po jakimś czasie odkrywam, że w jednym ze swoich tekstów zamieściłam to zdjęcie. Przyglądam mu się. Nie, to nie jest to samo zdjęcie. Zapewne wykonane tego samego dnia, ale to inne ujęcie. To pierwsze pochodzi ze zbiorów rodziny Blasbalg, a na zdjęciu jest Rachela Blasbalg, to właśnie zdjęcie posiadała również Irena Eber, zaś to z innym ujęciem należy do rodziny Trompeter.
Zaczynam
rozumieć… zdjęcia są w zbiorach rodzin tych dzieci, które uczęszczały na zajęcia. Tych
rodzin, w których ktoś ocalał...
zdjęcie ze zbiorów rodziny Trompeter
Znajduję to z drugim ujęciem w artykule dotyczącym jej życia.
Zdjęcia: Internet
Wojna zmieniła życie obywateli
polskich, także ich możliwości kształcenia się. Przedwojenna działalność
Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego została przerwana.
Dzieci żydowskie w ogóle nie mogły chodzić do szkoły.
Żadnej.
Tajne nauczanie rozwijało się przede wszystkim na obszarze
Generalnego Gubernatorstwa. To był fenomen
na skalę europejską.
W Generalnym Gubernatorstwie zlikwidowane
zostały szkoły średnie i wyższe. Pozostawiono siedmioklasowe szkoły
elementarne i zawodowe z okrojonym programem nauczania oraz zakazem
uczenia historii, geografii i literatury polskiej. Cel tak ograniczonej
szkoły określił Heinrich Himmler:
„Mam nadzieję na zupełne wymazanie pojęcia Żydów przez
umożliwienie powszechnej emigracji wszystkich Żydów do Afryki albo gdzie
indziej, do jakiejś kolonii. W pewnej perspektywie czasowej musi być
możliwe doprowadzenie do zniknięcia na naszym obszarze terminów oznaczających
takie narody, jak Ukraińcy, Górale i Łemkowie. To samo, co powiedziano na
temat odpryskowych narodów, obowiązuje w odpowiednio większej skali
w stosunku do Polaków. Przy rozwiązywaniu wszystkich tych problemów podstawowym
zagadnieniem jest szkolnictwo i związane z nim kwestie przeglądania
i przesiewania młodzieży. Nieniemiecka ludność Wschodu nie może mieć
żadnej wyższej szkoły ponad czteroklasową szkołę powszechną [ludową]. Celem
takiej szkoły ma być wyłącznie: proste liczenie, najwyżej do pięciuset, na
pisanie nazwiska, nauka, iż boskim przykazaniem jest być posłusznym Niemcom,
uczciwym, pracowitym i grzecznym. Czytania nie uważam za konieczne. Poza
tą szkołą nie może być na Wschodzie żadnej innej szkoły”2.
Żydowscy rodzice w Mielcu radzili sobie jak
mogli, niektórzy, ci zamożniejsi, wynajmowali nauczycieli prywatnych, ale
działała również tajna szkoła.
Na terenie Mielca znajdowało się
kilku wykwalifikowanych nauczycieli. Rodzice zwrócili się do nich i oni
założyli potajemną, prywatną szkołę powszechną, uczono od 1-szej klasy do 7 –
mej klasy. Według zasad wymaganych przez szkołę powszechną. Szkoły te prowadzone
były przez pp. Altmanów, Licht, Korzenników, Zuckerbrodtównę, narażając siebie
i rodziny na różne represje ze strony władz za potajemne nauczanie 3
Tak w swojej powojennej relacji o
tajnej żydowskiej szkole w Mielcu działającej podczas okupacji napisała Berta
Lichtig z domu Korzennik, również nauczycielka.
Chociaż minęło już kilka lat, odkąd
badam losy mieleckich rodzin żydowskich, wciąż dziwię się na to krzyżowanie się,
przecinanie losów różnych ludzi. A przecież nie powinnam, bo po pierwsze: ludzkie losy zwykły się krzyżować, po drugie:… to było małe miasto. Sztetl.
To pierwszy raz kiedy tak dokładnie
przyjrzałam się zdjęciu. W końcu rozumiem jakie to niezwykłe, że zachowało się pamiątkowe
zdjęcie dzieci uczących się w tajnej szkole.
Jakoś nigdy wcześniej nie zwróciłam
na ten fakt uwagi.
Jest na tym zdjęciu nauczycielka…
Kim była? Zaczynam się zastanawiać.
Wiedziałam, że w szkole uczyła żona
Szaje Altmana, Estera z domu Korzennik, ale to z pewnością nie ona. Wiem jak
wyglądała. W szkole być może uczyła też Berta Lichtig z domu Korzennik. To też
nie ona. Też znam jej twarz.
A może to Sala (Salomea, Sabina)
Korzennik, trzecia z sióstr Korzennikówień, wykwalifikowana nauczycielka?
Raczej nie, z przedwojennych zdjęć
patrzy na mnie młoda ciemnowłosa dziewczyna o innych rysach.
I wtedy przypomniam sobie, że
nauczycielką była Debora (Dora) Zuckerbrodt, ciotka Joe Gottdenkera, który
odwiedził nas w ubiegłym roku w Mielcu. Sięgam zatem do swojego tekstu
dotyczącego rodziny Joe i znajduję zapis dotyczący relacji Berty Lichtig o tajnej
szkole, w którym wymienia Zuckerbrodtowne.
Jestem prawie pewna, że chodzi o
Deborę. Ileż panien Zuckerbrodt mogło być w Mielcu nauczycielkami?
Porównuję zdjęcia Joe, jego mamy
i zdjęcie nauczycielki z tajnej szkoły. Wydaje mi się, że wszyscy są do
siebie podobni.
Ale przecież czasem umysł płata nam
figle, kiedy sami podpowiadamy mu tak bardzo pożądane przez nas scenariusze.
Na szczęście mam kogo zapytać.
Daniel Zuckerbrodt pisze:
tak to Dora (tak nazywała ją
rodzina).
Pisze też, że widzieli jej
zdjęcie w archiwum Uniwersytetu Jagiellońskiego i że przed wojną była
dyrektorką szkoły w Łodzi.
Radość. Dobrze znać nazwisko i
twarz nauczycielki z tajnej szkoły. W dodatku pochodziła z rodziny, którą
zdążyłam już "poznać". Być może jej krewni nie widzieli nigdy tego
zdjęcia?
Debora lub Dobre, ta druga wersja
imienia znajduje się w Spisie Żydów z 1940 roku, urodziła się 31 października 1907
roku.
Została zamordowana w 1942 roku.
Przy jej nazwisku w Spisie Żydów widnieje zapis nauczycielka. Była
absolwentką Uniwersytetu Jagiellońskiego. Po deportacji Żydów z Mielca została
wywieziona do Dubienki. Tam angażowała się w pomoc dzieciom w Centosie.
Została zamordowana w którymś z
obozów zagłady.
Wojnę przeżyła jej siostra Bina i
brat Dawid (Dolek), więzień obozu pracy przymusowej w Mielcu. Był w obozie
sanitariuszem.
Wojny nie przeżyli jej rodzice:
Chaim Józef i Lieba z domu Kirschenbaum oraz rodzeństwo: Blima (była
farmaceutką) i Szymon.
Szymon, Blima, Bina i Dora byli
absolwentami Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Z dziewczynek na zdjęciu wojnę na pewno przeżyły Irena Eber i Rachela Blasbalg/Rubin, dziewczynka w jasnej sukience z ciemnym kołnierzem, mama Ezzy Erica Rappaporta.
Taka uśmiechnięta… Jeszcze nie wiedziała co ją czeka..
Wojnę przeżyła też Tauba Trompeter,
ale chociaż to ją oznaczyła Irena na zdjęciu, dowiaduję się od Noreen Plen,
córki Jochene Bernsteina z Mielca, która znała Taubę, że ta twierdziła, że Irena błędnie opisała zdjęcie, że jest na nim jej siostra.
Przyjechawszy do Mielca, zabrałem
się z powrotem do mego zawodu, ale wobec tego, że nauczanie Żydów było
zabronione, prowadziłem tajną szkołę, ucząc około 80 dzieci. Poza tym po
południu byłem kierownikiem oddziału Centos, gdzie biedne dzieci otrzymywały
dożywianie, ale nauki nie dozwolono. Mimo wszystko za pomocą zabaw i gier
kształciliśmy dzieci, ucząc je czytać, pisać i podtrzymywaliśmy je na duchu w
tych ciężkich chwilach: urządzaliśmy częste przedstawienia w języku żydowskim i
hebrajskim, aby zdobyć fundusze na prowadzenie naszego ośrodka dziecięcego.
Pewnego gorącego dnia czerwca 1941 roku, gdy okno było otwarte, a przy stole
siedziało około 15 dzieci w pewnej chwili zauważyłem dwie głowy niemieckich
żołnierzy, którzy niepostrzeżenie podeszli pod okno i w chwili gdy ja zwróciłem
na nich uwagę, usłyszałem głos: ach lernen! Zamarłem, nie mogłem odezwać się
ani słowem, w domu zrobił się ruch, gdyż wiedzieliśmy, że wpadłem i mógłbym
pociągnąć za sobą innych z rodziny, jak również dzieci i ich rodziców. W naszym
domu mieszkał również policjant polski. W tym zamieszaniu jakie powstało u nas,
ktoś wpadł do tego policjanta, który w tym czasie był w domu, i on jako obcy
starał się tych Niemców ująć, zaprosił do swojego mieszkania, postawił wódkę i
postarał się całą tę sprawę zbagatelizować. Okazali się, że i oni szukali ludzi
do pracy i natrafili w chwili zajęć. Oni oświadczyli policjantowi, że w
najlepszym wypadku za moje przewinienie należy się obóz pracy. Z 80 dzieci
zostały dwie siostry Szpalterówne, mieszkają w Paryżu4.
Po wojnie.
Zbiory: Yad Vashem
Szaje Altman mylił się, na
szczęście. Ocalałych było więcej.
Chociaż.... i tak przecież bardzo mało. Ale i
Irene Eber myślała, że nikt z jej koleżanek i kolegów nie ocalał...
Kiedy wczytałam się w tę relację
zrozumiałam, że zajęcia prawdopodobnie musiały odbywać się w domu Korzenników, na
Staszica. Chociaż zapewne nie tylko tam.
Nie ma już tego domu, ale zachowało się zdjęcie.
Myślę też, że ten policjant
ratujący rodzinę z opresji, to słynny policjant Mundek, który pomógł Korzennikom
w czasie deportacji, ale też i potem, gdy ukrywająca się w Błażkowej Berta
wpadła w opresję i uratował ją telefon do Mundka, który skłamał Niemcom, że
Berta nie jest Żydówką. Niestety nie znam jego nazwiska.
Irena Eber:
Pewnego dnia, na początku zimy, gdy
życie wydawało się najtrudniejsze z powodu przenikliwego mrozu, matka usłyszała
o nowej szkole. Żydowskiej młodzieży oczywiście zabroniono chodzić do szkoły po
przybyciu Niemców. Ta nowa szkoła była zatem przedsięwzięciem tajnym. Założyła
ją jedna z krakowskich uciekinierek. Była to mieszkanka Mielca, która
studiowała na uniwersytecie w Krakowie i po otrzymaniu zakazu kontynuowania
nauki wróciła do domu. Uczęszczanie do szkoły nie było jednak pozbawione
niebezpieczeństw; nauczycielka mogła mieć wrogów, ktoś mógł na nią donieść
Niemcom, a sąsiedzi mogli obawiać się, że zostaną wplątani w sprawę, gdyby
Niemcy dowiedzieli się o szkole. Mimo to
postanowiono, że będę uczęszczać, choć zalecano ostrożność. Nigdy nie wolno mi
było nosić książek (których zresztą nie miałam, ponieważ nigdy nie chodziłam do
polskiej szkoły), ani nawet zeszytów. Nie wszyscy uczniowie mieli też
przychodzić i wychodzić jednocześnie. Matka ostrzegła mnie, że jeśli
kiedykolwiek zobaczę w pobliżu szkoły niemieckich żołnierzy lub policjantów, mam nie wchodzić do środka, tylko iść dalej.
Byłam podekscytowana, zwłaszcza że
Tośka też miała tam być. W ostatnich miesiącach, ilekroć mijałam rozpadający
się mały budynek na zaniedbanym podwórku, gdzie uczyłam się przed wojną, miałam
nadzieję, że jakimś dziwnym cudem wielka kłódka zniknie, a ten jedyny pokój
znów zapełni się gorliwymi dziewczętami w różnym wieku, uczącymi się modlitw i
błogosławieństw. Pamiętałam dwie młode nauczycielki spoza miasta w ich ładnych
i modnych sukienkach, z rękawami zakrywającymi łokcie i rąbkiem poniżej kolan,
i ich cierpliwość, gdy nas uczyły lub bawiły się z nami w gry. Pod koniec roku
zorganizowały wieczorne przedstawienie dla rodziców, w którym przeżyłam swój
chwalebny moment.
Kuzynka Estera, do której udałem
się natychmiast, aby poinformować o nowym wydarzeniu
w moim życiu, nie potrafiła stłumić mojej radości, mimo że nie była pod
wrażeniem. Ta kobieta z Krakowa to tylko studentka, a nie prawdziwa
nauczycielka, powiedziała kuzynka Estera. Zadziera nosa, bo uważa się za lepiej
wykształconą od innych. Zobaczysz, powiedziała kuzynka Estera. Szkoła nie będzie
w żaden sposób podobna do tego, co sobie wyobrażasz. Jej matka jest po prostu
biedną wdową, która teraz zmusza córkę aby zarobiła trochę pieniędzy.
Wyjątkowo się nie sprzeciwiłem,
głównie dlatego, że nie byłam pewna, co ludzie robią na uniwersytetach i czym
to się różni od tego, co my robiliśmy w szkole. Ale Tośka rozumiała wrogość
kuzynki Estery lepiej niż ja. Czy możliwe jest, zasugerowała, że kuzynka
Estera też chce chodzić do szkoły, ale nie może, bo jej ojciec jest urzędnikiem
Judenratu (ojcem Estery był R. Kurz, członek Rady Żydów, Judenratu, nie przeżył wojny - I.S), a szkoła jest przecież nielegalna?5.
Mając zaledwie
kilkanaście lat, zdecydowała się na oddzielenie od rodziny i powrót do Mielca.
Jedna z polskich sąsiadek przepędziła ją, ale inne polskie małżeństwo – Orłowscy
wygnańcy z Poznania przygarnęli dziewczynkę i ukryli w kurniku, gdzie spędziła
dwa lata. Wojnę przeżyła jej siostra Lore i matka Helena, umieszczone na Liście
Schindlera. Wojny nie przeżył jej tata Diddie, jego siostra Feiga Kurz, matka
wspominanej kuzynki Estery. Cała trójka została zastrzelona przez Rudolfa Zimmermana w obozie na Czekaju pod Mielcem.
Rachela Blasbag, kolejna
ocalała dziewczynka urodziła się w Mielcu w 1932 roku. Wojny nie przeżył jej
tata Ezeriel i brat Berisch. Ten pierwszy wraz ze swoją matką Sarą został zamordowany
9 marca 1942 roku, Berisch prawdopodobnie jest ofiarą obozu w Pustkowie.
Wojnę przeżyła mama
Racheli, jej bracia Josef, Jochene i siostry Frieda i Malka. Zawdzięczają to zapobiegliwości,
szczęściu, spotkaniu na swojej drodze odpowiednich ludzi i zapewne pieniądzom, cóż bez nich można byłoby zrobić..
Rachela i jej mama Chana
zostały deportowane z Mielca. Jechały transportem w nieznane... na pierwszym
postoju rozpoznał je znajomy policjant i pozwolił im uciec. Kobiety przedostały
się do Bochni i tam połączyły z resztą rodziny, której członkowie tam właśnie byli. Z
Bochni za pomocą przemytnika przedostali się na Węgry. Tam Malka i Rachela
przebywały w sierocińcu a inni członkowie rodziny mieszkali osobno w różnych
miejscach. Posiadali aryjskie papiery.
Po wojnie wszyscy zamieszkali w Niemczech, w obozie dla Dipisów. Potem cała rodzina wyjemigrowała do
Ameryki.
Szaje Altman w swojej relacji
wspomniał, że z 80 dzieci uczniów tajnej szkoły przeżyły jedynie siostry Szpalterówny
i mieszkają teraz z rodzicami w Paryżu.
Relacja datowana jest na
dzień 17 października 1947 rok.
Miałam nikłe nadzieję na ustalenie tożsamości dziewczynek. Miałam tylko nazwisko. Ale zaczęłam szukać.
Wydawało mi się, że pisownia
nazwiska powinna brzmieć Spalter.
Znalazłam takie osoby w
Spisie Żydów z 1940 roku. Potem sięgnęłam do powojennych spisów Żydów i tu…znalazłam
dwie dziewczynki o nazwisku Spalter: Giselę i Hindę.
Ale to nie wszystko,
znalazłam też rodziców, czyli... cała
rodzina ocalała. Cud. Nie może być pomyłki – to o tych dziewczynkach wspominał
Altman. Nie jest możliwe aby ocalały dwie inne siostry Spalter, w czasie wojny będące w szkolnym wieku.
Dane dotyczące rodziny
zamieszczam w przypisach do tekstu. Udało mi się zdobyć dość dużo informacji6.
Markus w 1944 roku miał
44 lata, jego żona Reisla – 38, Gisela wg Spisu powojennego 14 a Hinda 16 , ale
to raczej Gisela była straszą z sióstr.
Powojenne spisy Żydów w Mielcu
Oprócz danych
biograficznych, oprócz zarysu losów powojennych rodziny, dowiedziałam się jak to sie stało, że rodzina ocalała. Te możemy informacje znajdują się relacji Psachie Honiga, którego losy skrzyżowały się z Spalterami.
Honig w 1944 roku
umieścił swoją żoną w Złotnikach u jednego z chłopów. Oto fragment relacji złożonej
w Żydowskiej Komisji Historycznej po wojnie:
Przypadkiem wpadło
mi na miesiąc przedtem by sobie na
wszelki wypadek przygotować jeszcze trzeci schron. Pan Drobrowolski pomógł nam
wynająć taki schron w Złotnikach od Chrząstowa ½ km u pewnego chłopa Z. Tam
ulokowano żonę i Rosenzweigową za opłatą
2, 5 tysiąca złotych od osoby i całkiem nieświadomie zaszkodziliśmy
rodzinie żydowskiej Markusowi
Spalterowi, który przebywał z żoną i dwojgiem dzieci i który płacił o wiele
mniej, o czem nie mieliśmy pojęcia. Kiedy Z. dostal od dwóch osób 5 tysięcy
złotych wyrzucił tamtą rodzinę, która znalazła się pod gołym niebem. Ukryli się wtedy w zbożu i szukali
pomieszczenia ale nikt ich nie chciał przyjąć. Tak kryli się w zbożu przez dwa
tygodnie. Nocą ukradkiem chodzili do chat kupować żywność. Wyczerpany wybłagał Splater u Z., że ten ich przyjął z powrotem za wyższą opłatą i umieścili ich w
wykopanym dole w stodole. Żona z Rosenzweigową mieszkała w takim samym dole 1 i
½ metra szeroki, 1, ½ metra głębokim. Po pewnym czasie dowiedzieli się wzajemnie
o swoich kryjówkach. Zak ich głodził i obrabował ze wszystkich rzeczy. W
międzyczasie zbliżała się Armia Czerwona. Niemcy podpalili wieś, Z. uszedł z rodziną i dobytkiem, nie
powiadamiając żony ani Spalterów o niczem.
Splater zorientował się jednak w sytuacji, wyrwał deskę w ścianie
stodoły, pomógł żonie i Rozenzweigowej wyjść i tak przekradli się podczas ognia
aobu armii do sąsiedniego Chrząstowa gdzie po pewnym czasie odnaleźliśmy się.
Obydwaj bracia Dobrowolscy opiekowali się nami do ostatka i oprócz nas i panią
Kanarkową i jej córką z Mielca7.
Patrzą na mnie ze
zdjęcia. Dzieci z tajnej żydowskiej szkoły w Mielcu. Dzieci i ich nauczycielka.
Ona jest poważna, jakby przeczuwała.
Patrzą na mnie ze zdjęcia. Wciąż się
uśmiechają. I tak już będzie.
Jesteście w pamięci.
Właśnie takie. Uśmiechnięte i szczęśliwe, bo możecie znowu chodzić do szkoły...
Dziękuję: E. E. Rapport
za przesłanie mi zdjęcia dzieci z tajnej szkoły, dziękuję N. Plen za
podzielenie się uwagą dotyczącą zdjęcia, dziękuję S. Wanatowiczowi za udostępnienie
mi książki Irene Eber, dziękuję P. Jassemowi za pomoc w identyfikacji
nauczycielki ze zdjęcia, dziękuję A.
Fenichelowi za zdopingowanie mnie do poszukiwania wiadomości o dziewczynkach
Spalter.
Przypisy:
1 Irene
Eber The choice
2 https://przystanekhistoria.pl/pa2/teksty/104659,Tajne-nauczanie.html
3 Relacja Szaje Altmana
301/2873
Szaje Szoel Altman syn Józefa i Frymety Frajdy urodził się 26 kwietnia
1904 roku w Płocku.
Altman przed wojną zdobył
wykształcenie wyższe matematyczno – przyrodnicze.
Przed wojną wraz ze swoją mielecką
żoną Esterą z domu Korzennik mieszka w Kutnie, gdzie przez 15 lat jest
nauczycielem. W 1939 roku przyjeżdżają do Mielca. W Spisie Judenratu przy
nazwiskach Altmanów widnieje zapisek: wysiedleni z Kutna, całkiem biedni. Z
relacji Altmana wynika jednak, że z Kutna wyjechali dobrowolnie przerażeni
wojenną sytuacją. Altman zatrudnił się jako tragarz w fimie Johann Henning.
4 Relacja
Berty Lichitg AŻIH 301/1029
5 Irene
Eber The choice
6 Markus
(Mordechaj) Splater urodził się 18 kwietnia 1901 roku w
Borowej. Był kupcem. Markus Verstandig w książce I rest ma case wspomina, że
Markus handlował kukurydzą.
Był synem Abrahama i Rebeki.
Markus zmarł w Stanach
Zjednoczonych w grudniu 1975 roku.
Jego żona Reisla (Rosa,
Rozalia) z domu Kornreich urodziła się 12 września 1906 roku w
Gorlicach. Była córką Izaaka i Hindy (jej matka musiała nie żyć w momencie
kiedy rodziła się druga córka, świadczy o tym fakt, że nadano jej imię Hinda). Reisla
zmarła 2 kwietnia 1987 roku w Stanach Zjednoczonych.
Po wojnie kiedy rodzina
mieszkała jakiś czas w Rzeszowie (ulica Baldachówka 3a, jak poinformowała mnie
Marta Wójcik to teren byłego getta)
zarówno Markus jak i jego żona w ankiecie rejestracyjnej podali inne imiona
rodziców (Markus – Chana i Lejzor, Riesla ; Ezeriel i Blima). Dlaczego podali
inne imiona niż poprzednio? Nie potrafię wyjaśnić.
Rodzina w czasie wojny
mieszkała w Mielcu przy ulicy Kilińskiego.
Mieli dwie córki: Giselę
i Hindę.
Hinda urodziła się 28
lipca 1932 roku w Mielcu.
Co do daty urodzenia
Giseli (podobno urodziła się w Borowej) są wątpliwości. W jednym miejscu
(Arolsen Archives) jest to data 30
stycznia 1930 roku, ale w dokumentach Żydowskiego Instytutu Historycznego to 1 stycznia 1932 rok.
Gisela w 1953 roku wyszła
za mąż. Nazywała się Simon i miała trójkę dzieci. Zmarła 23 lipca 2011
roku w Stanach Zjednoczonych i została pochowana w Izraelu na cmentarzu Eretz
Hachaim w Jerozolimie.
Hinda po mężu nazywała
się Finkelstein.
Po wojnie rodzina w 1944
roku przebywała w Mielcu, potem przez jakiś czas w Rzeszowie i Krakowie (tu
pojawiają się adresy Słowackiego, Starowiślna), potem opuścili Polskę. W 1947
roku Altman wspominał, że są w Paryżu. Być może rzeczywiście tak było, ale nie
znalazłam na to dowodów. Wiadomo natomiast na pewno, że już w październiku 1949
roku jako pierwsza z Niemiec do USA wypłynęła
Gisela. Być może z przyszłym mężem? Była już dorosłą kobietą. Reszta rodziny wypłynęła
do Stanów Zjednoczonych w 1951 roku na statku Mary Queen.
zdjęcia: Arolsen Archives
7 Relacja
Psachie Honiga AŻIH 301/813. Wspomniana Kanarkowa to Sara z domu Blattberg i jej córka Miriam (Mira).
Źródła:
Relacja Psachie Honiga
AŻIH 301/813
Irena Eber (z domu Geminder), The
choice
Relacja Szaje Altmana 301/2873
Spis Żydów 1940, AP Rzeszów
Relacja Berty Lichitg AŻIH 301/1029
https://przystanekhistoria.pl/pa2/teksty/104659,Tajne-nauczanie.html
Andrzej Krempa, Zagłada
Żydów Mieleckich
Myheritage
Familysearch
Arolsen Archives











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz