MHF Jadernówka
Leib Cytryn, porządny człowiek, ale ofiara
własnej naiwności, wrócił z Syberii na spotkanie ze śmiercią w Mielcu, ponieważ
wierzył, że nazista wciąż może być przyjacielem. Mark Verstandig I rest my case
A może tak
spróbowalibyśmy uciec? – zapytał Israel Leiba, albo Leib
Israela. Któryś z nich musiał pierwszy wpaść na ten pomysł.
Szalony, nierealny, ale
przecież w czasie wojny nie oni jedyni uciekali. Tyle tylko, że oni mieli do
przebycia tysiące kilometrów. Nie setki,
ale tysiące. Z dalekiej Syberii do rodzinnego Mielca było nie tylko
daleko, ale taka „podróż” generowała wiele niebezpieczeństw. To było do tego
stopnia szalone, że dzisiaj w tę opowieść niektórzy nie wierzą. Twierdzą, że to było niemożliwe. Ja jednak myślę, że nie ma powodu by nie wierzyć Leibowi
Cytrynowi, który swoją historię opowiedział Markowi Verstandigowi, podczas wspólnego ukrywania się w Połańcu po deportacji Żydów z Mielca.
Leib, syn jednego z
mieleckich fiakrów, według Marka był właścicielem pierwszej taksówki w Mielcu.
Już sam ten fakt, czyni go niezwykle ciekawą postacią, no a ta brawurowa
ucieczka….
Przyjrzyjmy
się mieleckiej rodzinie Cytrynów, po której zostało naprawdę wiele śladów. Już
samo nazwisko wzbudza emocje. Jest takie nietypowe i ładne… po prostu (Cytryn to półszlachetny kamień,
odmiana kwarcu. Jeden z najczęściej występujących minerałów na Ziemi. Zwany
„kamieniem słońca”. Nazwa pochodzi od francuskiego słowa „citron” i oznacza po
prostu cytrynę. To odniesienie do ciepłej barwy kamienia).
Kobieta,
a właściwie młoda, śliczna dziewczyna - Berta Cytryn była pierwszą
Mielczanką z kolekcji podań o wydanie dowodu osobistego, której zdjęcie
zobaczyłam. Był chyba początek roku 2020. Młoda, ciemnowłosa i ciemnooka. Krawczyni.
Wtedy po raz pierwszy zetknęłam się z taką nazwą zawodu, znacznie ładniejszą
niż dzisiejsza „krawcowa”. Wzruszyło mnie to podanie i próbowałam dowiedzieć się czy Berta przeżyła wojnę. Początkowo
myślałam, że nie, potem pojawiły się poszlaki, że może jednak tak. Dzisiaj mam
dowód.
„Cytryn” od razu przyszło mi do głowy, gdy
zobaczyłam nazwisko „Zitrin”. Stanisław Wanatowicz przysłał mi dokumenty
emigracyjne kobiety z Mielca – Beili Ity Zitrin. Skojarzyłam. Porównałam
zdjęcie z przesłanych dokumentów ze zdjęciem, które widziałam wcześniej. Od razu pomyślałam też o tej
historii, kiedy okazało się, że znana nam jako Berta (Lichtig) okazała się z urodzenia – Beilą. Zatem
zapewne Beile często używały imienia Berta.
Berta
Cytrynówna wyemigrowała przed wojną do Palestyny. Występuje rozbieżność co do
roku urodzenia w podaniu o wydanie dowodu i w dokumentach emigracyjnych, ale to
bez wątpienia ona. Nie ma żadnej wątpliwości kiedy porówna się obydwa zdjęcia. Zresztą zgadza się data dzienna i miesięczna
urodzin. Teraz już z całą pewnością wiem, że nazwisko wymienione w księdze Remembering Mielec Sefer zikaron le-kehilat Mielec dotyczy
właśnie jej (Kilku młodym ludziom nie widzącym dla siebie przyszłości udało
się wyjechać do Palestyny. Należeli do nich: Mindla i Schmul Garfunkel, Sala
Kartenger, Mosze Schmidt, Dola Fenster i Balcia Cytryn1).
w dolnym rzędzie w środku Mindla Garfunkel, liderka Akiby, zdjęcie pochodzi z kolekcji Mosze Borgera
zdjęcie: Myheritage, Berta i jej mąż Alfred Paskalski
zdjęcie: Myheritage
zdjęcie" Myheritage
Jak już wiemy, pochodziła
ze znanej rodziny mieleckich dorożkarzy. Kłótnie jej taty Szaji i jego brata
Izaka obrosły legendą. Opisano je w Sefer zikaron le-kehilat Mielec. Bracia kłócili się zawzięcie, godzili się w
Jom Kipur, a potem od nowa…
Transport nie był
problemem w Mielcu. Któż to potrzebował transportu w tak małym miasteczku? Na
specjalne okazje mieliśmy dwa fiakry, należące do dwóch braci: Szai i Israela
(tu wspominający chyba źle zapamiętał imię – I.S.) Cytrynów, którzy
nieustannie zębami i pazurami walczyli o każdego pasażera. Tylko w wigilię Jom
Kippur następowało pojednanie. Wtedy obejmowali się, gorzko płakali i prosili o
przebaczenie i obiecywali sobie braterską miłość. Trwało to do przybycia następnego
pasażera2 – wspominał M. Keit.
Fiakrzy nie stali wysoko
w hierarchii wśród mieleckich Żydów.
Pośrodku tej hierarchii byli drobni sklepikarze. Niżej stali mężczyźni
identyfikowani przez swoje rzemiosło, jak właśnie dorożkarze. Ojca Berty
nazywano Szają Fiakrem. Szaja urodził się w 1877 roku. Był synem Szymona
i Feigi z domu Psachie. Jego bratem był Izaak Jakob, również fiakier
oraz wyrobnik Leib urodzony w 1879 roku (biorąc po uwagę fakt, że Szaja
nadał swojemu synowi imię Leib, można przypuszczać, że w dniu narodzin syna,
brat Szaji już nie żył, bowiem w tradycji żydowskiej nie nadaje się dzieciom imion
żyjących krewnych).
Dorożkarze mieli swoje
postoje na ulicy Sandomierskiej. Keit wspomina dwóch fiakrów, ale
dorożkarstwem przed wojną zajmowała się również rodzina Kampf (dorożkarzem w
Mielcu byli na przykład Wolf Kampf, Naftali Kampf czy Leib Kampf).
Rodzina Cytrynów mieszkała w
Mielcu przy ulicy 3 maja (dzisiaj
budynek już nie istnieje). Żona Szaji miała na imię Adela, urodziła się w 1885
roku. Jej nazwisko panieńskie to Feuer.
Rodzina była
wielodzietna. Niestety nie są mi znane wszystkie imiona dzieci Adeli i Szaji. Z
całą pewnością dziećmi małżeństwa Cytrynów byli:
Nathan
(urodzony 11 października 1906 roku), Helena (urodzona w 1914 roku), Sara
(Sala) urodzona 15 stycznia 1912 roku (wg danych ze strony Arolsen
Archives), Leib (wg danych ze strony IPN straty) urodzony w 1908 roku, i wspominana już Beila (Berta). Być
może jedna z córek Cytrynów miała na imię Sabina (Sprinca?). Takie imię
figuruje przy nazwiskach małżonków na liście osób wywiezionych do Dubienki
(Sabina Cytryn urodzona w 1929 roku).
podpisy Heleny i Berty, zdjęcie: podpisy1926
W Spisie Żydów z 1940
roku mamy Szaję, Adelę, Nathana, Helenę. Jest też Sala ale już pod nazwiskiem
po mężu – Susskind (tu jej data urodzenia to 15 stycznia 1010 roku),
przy jej nazwisku widnieje zapis: zamężna, żona Hermana, zamieszkała na ulicy 3
maja.
A co bratem Szai,
Izaakiem? Izaak urodził się 25 marca 1875 roku, a zatem był nieznacznie starszy
od brata. Jego żoną była Sara z domu Haar urodzona 15 stycznia 1891
roku, a dziećmi: Szymon (również dorożkarz), urodzony 5 marca 1912 roku,
w 1940 roku kawaler, Josef urodzony 24 kwietnia 1914 roku, kawaler, Juda
urodzony 25 lipca 1917 roku, kawaler, Regina urodzona 23 lutego 1919
roku, panna i Amalia urodzona 20 kwietnia 1922 roku, panna.
Wszystkie te dane pochodzą ze Spisu Żydów z
1940 roku (spis ten nie zawiera danych
osób poniżej 18 roku życia, nie mam więc pewności, że to wszystkie dzieci
Cytrynów). W bazie ofiar Yad Vashem znajduję
jeszcze imiona i nazwiska : Lea Cytryn i Dawid Cytryn, dzieci Izaaka i Sary,
Lea urodzona w 1923 roku, Dawid w 1919 roku (dane podaje Abraham Haar, wujek)
W czasie wojny bracia
musieli jeszcze wykonywać zawód fiakra ponieważ obydwaj figurują na liście osób
płacących podatek obrotowy w 1941 roku.
Ale
zanim nadeszła wojna… pracowali i z racji wykonywanego zawodu byli jak już
wspomniałam, znaną w Mielcu rodziną. Jak wyjaśnia w Pitavalu Mieleckim Stanisław
Wanatowicz, ich domy znajdowały się pomiędzy posesją nr 31 na obecnej ulicy 3
maja, a skrzyżowaniem z ulicą Batorego, naprzeciwko budynku przy ulicy 3 maja
16. Były to budynki drewniane, a obok znajdowały się stajnie dla koni.
Taka
oto ciekawa historia związana jest z jedynym z braci. Przed wojną gnój był
bardzo pożądanym przez rolników nawozem naturalnym. Był listopad 1937 roku.
Jeden z rolników z pobliskiego Wojsławia w targowy, czwartkowy dzień odwiedził
panią Adelę Cytrynową i złożył jej
propozycję – nabycia części zawartości dołu kloacznego. Ona jednak nie miała
doświadczenia w sprzedaży, na co dzień zajmowała się domem a nie handlem.
Zaproponowała cenę 6 zł, która była ceną niezwykle atrakcyjną, ale chętny do
zakupu nie był przygotowany na taki wydatek, niepotrzebna była mu również aż taka ilość nawozu.
Zaproponował zatem, że weźmie całość towaru i odrobi część należności pracując
jako stelmach. Adela odesłała go do męża. Szaja podniósł cenę towaru do 10
złotych, targowali się długo, a stanęło na cenie 2, 5 zł za furę gnoju (było
ich dwie). Następnego dnia kupujący wraz z synem pojawili się w obejściu
Cytrynów. Chcieli jednak ich oszukać zwiększając sprytnie ładowność wozu
(poprzez zamieszczenie po bokach tzw. later czyli desek podtrzymujących przewożony
ładunek). Zauważyła to Cytrynowa i natychmiast zaalarmowała męża. Cała sytuacja
wywołała potężną sprzeczkę, ostatecznie Szaja chciał zwrócić należność, nie
wydając jednocześnie towaru. Bardzo to poruszyło kupującego i sprawa trafiła na
mielecką wokandę. Kupujący miał bardzo wygórowane żądania, między innymi domagał
się odszkodowania za wynajętą furmankę oraz zwrotu kosztów przygotowania pisma
procesowego przez adwokata Weryńskiego. Panowie i przed sądem przedstawiali
odmienne spojrzenie na tę transakcję. Na udowodnienie swoich racji kupujący
przedstawiał przeróżne zaświadczenia (między innymi mówiące o tym, ze kupując
można załadować tyle gnoju ile koń uciągnie). Ostatnia rozprawa odbyła się bez
udziału pozywającego, zaś Cytryn przyprowadził do sądu świadka, innego
dorożkarza, Leiba Kampfa z Borku. Kampf
poświadczył, że umowa między panami nie zawierała klauzuli, że kupujący może
załadować tyle gnoju ile koń pociągnie.
Sąd nakazał Szaji zwrot 5
zł zaliczki, a pozostałe koszty sądowe zmuszony był ponieść powód.
Sprawa jednak nie zakończyła się pomyślnie dla Cytryna. Wniesiona została apelacja od wyroku. Powód argumentował, że Lejba Kampfa nie było przy zawieraniu transakcji, a ponadto jest on zięciem Cytryna o czym poinformowali go szynkarz N. Galzehler z Mielca i Franciszek Jędrychowski w Wojsławia. Pozywający bronił sie też tym, że według zarządzenia miasta Mielca nie wolno przez miasto wozić gnoju bez zakładek.
Nie dość, że
Cytryn otrzymał niekorzystne orzeczenie, to Kampf został oskarżony o składanie
fałszywych zeznań.
A potem, potem te problemy zapewne zbladły, bo nadeszła wojna...
Jakie były wojenne losy Cytrynów?
Obydwie rodziny zostały deportowane w Mielca po 9 marca 1942 roku.
Na liście osób
deportowanych do Dubienki są: Leon (Leib) z jak domyślam się żoną Chelą
(urodzoną w 1908 roku, w bazie ofiar Yad Vashem znajduję Helę Chaję Cytryn z
domu Kampf, przypuszczam, że chodzi właśnie o żonę Leiba) i córeczką Cylą
(urodzoną w 1939 roku), Szaja, Adela, Helena, Sabina, Izak, Sara, Juda, Regina,
Amalia, Dina (rok urodzenia 1922).
Przypuszczam, że młodzi
mężczyźni z rodziny zostali więźniami obozów pracy. Według danych z portalu
myheritage: Adela, Helena i Nathan zostali zamordowani w 1942 roku.
Strona IPN straty przynosi informacje o śmierci: Josefa 31 lipca 1942 roku w Przemyślu, Judy, również 31 lipca 1942 roku w Przemyślu, Reginy tego samego dnia i ich matki Sary 10 sierpnia 1942 roku również w Przemyślu. Dane z Bazy ofiar Yad Vashem potwierdzają śmierć Izaaka (w 1942 roku), Szaji (formularz wypełnia Berta, jako miejsce śmierci podaje Lublin), Lei (1942 rok), Chai Heli (Cheli).
W swojej powojennej
relacji, członków rodziny Cytryn wspomina również Berta Lichtig (wspomnienie dotyczy
wydarzeń mających miejsce w Dubience):
Ogłoszono publiczną
rejestrację do robót i obozów. Żydzi mieleccy spodziewali się wciąż cudów, więc
chcieli być bliżej domów, toteż codziennie wyjeżdżały pojedyncze osoby. Na
wieść o rejestracji wyjechało dużo osób, między innymi: do Sandomierza Gottdenkerowa,
Sala Cytryn do Przemyśla, dwie Cytrynówne wyjechały i zginęły w Chełmie3.
Niestety jako, że Berta
nie wymienia imion, ciężko stwierdzić, o czyich córkach pisała.
A Leib? Oddajmy głos
Markowi Verstandigowi:
Kiedy w Połańcu rozeszły się
pogłoski, że Gestapo będzie nocą szukać Żydów, którzy uciekli z Mielca, prezes
Judenratu (zapewne Mark ma na myśli Józefa
Finka, prezesa Rady Żydów w Mielcu, który również uciekł do Połańca – I.S). poradził
mi, żebym przenocował na jego strychu, którego Gestapo nigdy nie sprawdzało.
Kiedy tam dotarłem, zastałem na strychu kilku innych młodych mężczyzn z Mielca,
w tym Leiba Cytryna, syna Szaji Fiakra. Leib, muskularny młody mężczyzna, o rok
lub dwa starszy ode mnie, reprezentował ludzi postępowych. Jego ojciec, Szaja
Fiakier miał wóz konny; Leibisz miał
taksówkę, pierwszą w mieście.
Pewnej nocy, gdy leżeliśmy na
słomie na strychu, opowiedział mi o swoim powrocie z Rosji. Wraz z innymi
uchodźcami (bieżencami) w okupowanej przez Rosję Polsce został deportowany na
Syberię. Już pierwszego dnia pobytu uznał, że to nie jest życie dla niego.
Leibisz nie zamierzał przebywać w syberyjskim obozie, w porównaniu z którym
Mielec wydawał się rajem. Jego przyjaciel z dzieciństwa, Zimmerman, był teraz
oficerem Gestapo, rzekomo najważniejszym człowiekiem w Mielcu. Zaczął planować
ucieczkę z innym młodym mężczyzną z Mielca, Izraelem Basem, który był z kolei moim
przyjacielem. Inżynier z Krakowa, który prowadził grupy młodzieżowe i umiał
czytać mapy oraz kierować się gwiazdami, opracował dla nich drogę ucieczki na
mapie, na której zaznaczył linię kolejową biegnącą 400 kilometrów na północ od
obozu. Inżynier poinstruował ich, jak się kierować przez 400 km bezludnego lasu,
znajdując mech, który rósł po północnej stronie
drzew i używając swoich zegarków, gdy obserwowali cienie drzew i gwiazdy w
nocy. Obliczył dokładnie, jak szybko i ile godzin dziennie musieli iść. Przez
dwanaście dni musieli iść prosto na północ, a trzynastego i czternastego dnia
musieli skręcić na północny wschód. Przed końcem czternastego dnia mieli wyjść
z lasu i zobaczyć linię kolejową i stację w pobliżu. Radził, ile kilogramów
kostek cukru i butelek wody będą potrzebować. Po drodze miały być strumienie,
wodopoje i grzyby, które mogliby jeść na surowo. Wielki syberyjski las, w
którym rozpoczęła się ich wędrówka, był przerażający. Czternastego dnia zaczęli się kłócić. Leibisz
był pewien, że Bas źle zrozumiał instrukcje inżyniera. Cukier się skończył. Gdy
oskarżenia się nasiliły, nagle zdali sobie sprawę, że po raz pierwszy od
czternastu dni widzą światło dzienne nie tylko nad głowami, ale poziomo, przez
drzewa przed nimi. Wkrótce wyszli z lasu, a tam była linia kolejowa z pobliską
stacją. Na stacji dostali herbatę i napoje. Ich kieszenie były wypchane
rublami, za które kupili gotowane mięso, ser i chleb na resztę podróży. Kiedy
skończyli posiłek i zakupy, dwóch milicjantów, którzy obserwowali ich z kąta,
zażądało okazania dokumentów. Sprytny Bas przejął kontrolę nad rozmową. Mieli
dokumenty potwierdzające zamieszkanie we Lwowie (tymczasowe pozwolenia, nie
rosyjskie paszporty), a Bas powiedział im, że jest stolarzem, a jego przyjaciel
mechanikiem samochodowym (w tamtych czasach taksówkarz musiał być w jakimś
stopniu również mechanikiem). Obaj pracowali we Lwowie w dużej fabryce, ale
słyszeli pogłoski o wielkich możliwościach dla wykwalifikowanych rzemieślników
w nowych fabrykach na Syberii. Postanowili bez pozwolenia opuścić pracę we
Lwowie, ale w drodze na Syberię zmienili zdanie. Pięć dni temu wyskoczyli z
pociągu kilkaset metrów za stacją i ukryli się w lesie. Teraz czekali na ten
sam pociąg, który miał ich zabrać z powrotem do fabryki. Milicjanci
poinformowali ich, że złamawszy sowieckie prawo, porzucając pracę, zostaną
aresztowani i odesłani do Lwowa, gdzie zostaną osądzeni. Kiedy pociąg
przyjechał, milicjanci, którzy byli w pociągu, wysiedli z niego. Pomiędzy
Kijowem a Lwowem Leibowi i Israelowi udało się wysiąść z pociągu i wrócić do
Lwowa. Stamtąd przedostali się przez granicę rosyjsko-niemiecką i wrócili do
Mielca, swojej Ziemi Obiecanej. W ostatniej chwili Zimmerman uratował Leibisza
z transportu do obozów, więc był tam, ukryty na strychu prezesa Judenratu w
Połańcu. Zapewnił mnie jednak, że nie zabawi tam długo. Jego przyjaciel
Zimmerman dopilnuje, aby odzyskał wolność. Później słyszałem, że wrócił do
Mielca i że jego przyjaciel Zimmerman osobiście go zastrzelił.
Leib Cytryn, porządny człowiek, ale ofiara
własnej naiwności, wrócił z Syberii na spotkanie ze śmiercią w Mielcu, ponieważ
wierzył, że nazista wciąż może być przyjacielem. Pomimo faktu, że Zimmerman zabił innych Żydów, zakładał, że
ich przyjaźń przetrwa.
Najwyraźniej towarzysz Leibisza w tej
fantastycznej eskapadzie przeżył wojnę w obozie4
Faktycznie wszystko wskazuje na to, że Israel
przeżył wojnę. 15 sierpnia 1945 roku osoba o tym imieniu i nazwisku zarejestrowała
się w Mielcu i mieszkała przy ulicy 3 maja 21. Na stronie IPN straty znajdują
się też dane dotyczące Israela Bassa urodzonego w 1912 lub 1914 roku, więźnia
obozu w Buchenwaldzie (data osadzenia 15 stycznia 1945 rok)5.
A jakie były losy dwóch sióstr Cytryn,
które przeżyły?
Berta po emigracji do Palestyny
wyszła za mąż. Była dwukrotnie zamężna. Je
pierwszym mężem został Alfred Paskalski urodzonyw Warszawie, z kibucu Habacharut. Drugim
Aron Sapir. Zmarła w 2011 roku.
Sala według Scotta Genzera
miała dziecko (urodzonego w 1939 roku Emanuela). Dziecko nie przeżyło wojny, wojnę przeżył mąż Sali.
Jak już wiemy, uciekła z Dubienki do Przemyśla, gdzie przebywała w getcie. Potem była więźniarką obozów w Płaszowie, Auschwitz. Według mnie była też w obozie Mittelsteine (filii Gross – Rossen, dzisiejsza Ścinawka Średnia, wieś u podnóża Gór Stołowych). Był to funkcjonujący przez 9 miesięcy obóz dla kobiet. Na fakt, że Sala była w tym obozie wskazuje jeden z dokumentów znajdujących się na stronie Arolsen Archives (chociaż z uwagi na brak innych danych poza imieniem i nazwiskiem nie można tego stwierdzić ze stuprocentową pewnością).
Rejestrując
się w komitecie żydowskim w maju 1945 roku podała, że w trakcie wojny
przebywała w Bergen – Belsen. Również podobnie jak jej siostra, była krawczynią.
Po wojnie przebywała w
obozie dla Dipisów DP Diepholz. Ostatecznie wyjechała do Stanów Zjednoczonych.
Zmarła w kwietniu 2007 roku.
Na tym dokumencie widnieje podpis Sali
Kiedy będziecie przechodzić w Mielcu ulicą 3 maja wsłuchujcie się uważnie, może usłyszycie stukot końskich kopyt? Jak przed laty.
Ta ulica na pewno
pamięta…
Może chciałem za miasto?
Człowiek pragnie podróży.
Dryndziarz czekał i
zasnął,
sen mu wąsy wydłużył
i go zaczarowali
wiatr i noc, i Ben Ali?
ZACZAROWANA DOROŻKA
ZACZAROWANY DOROŻKARZ
ZACZAROWANY KOŃ.
K. I. Gałczyński
Tekst: Izabela Sekulska
Dziekuję Stanisławowi Wanatowiczowi
Przypisy:
1 Rememebring Mielec Sefer
zikaron le-kehilat Mielec
2 tamże
3 relacja
Berty Lichtig, AŻIH 301/1029
4 Mark
Verstandig , I rest my case
5 nie mam pewności jak nazywali się rodzice Israela i jego rodzeństwo. Podejrzewam jednak, że może chodzić o rodzinę Bassów z ulicy Legionów ponieważ żadnej innej rodziny o tym nazwisku nie ma w spisie Żydów z 1940 roku. Leę Bass z domu Messinger już miałam na liście ofiar. Jej córkę Cerlę również. W 1940 roku Lea była już wdową. Jej mąż miał na imię Salomon. Zmarł 12 stycznia 1935 roku. Miała jeszcze córkę Sarę (przypuszczam, że jak zwykle w takich przypadkach używała skrótu imienia „SALA”). Lea, Sala i Cerla zostały wywiezione do Dubienki. Są na liście wywozowej. Wg danych z IPN straty Cerla i Lea zostały zamordowane w Przemyślu. W getcie. Myślałam, że Sala ocalała, bo Sala Bass widnieje na wykazie Żydów pozostałych przy życiu po wojnie w Mielcu. Ale to nie o nią chodzi. Szukając informacji o Sali Bass na stronie Arolsen Archives trafiłam na dokument wystawiony na nazwisko Bass Lea Sala. Dziewczynka urodziła się w 1945 roku. W Mielcu. Imiona wskazują na to, że dostała je po babci i cioci. To dla mnie niezwykła historia, bo to kolejne żydowskie dziecko, o którym wiem, ze urodziło się w Mielcu po wojnie. Przypuszczam, że jej tata Szymon (również na stronie Arolsen znalazłam rodzinę Bassów wypływającą do USA – Szymon, lat 34 , urodzony 25 czerwca 1914 roku, rzeźnik, jego żona Rachela lat 34 i dzieci: Lea Sala i Salomon, urodzony w 1944 roku) był synem Lei i Salomona. Wskazują na to imiona jego dzieci. On jak również Salomon widnieją na wykazie Żydów pozostałych przy życiu. Może i Salomon urodził się w Mielcu? Jedna rzecz się nie zgadza: przy imieniu Sali jest wiek: 2 lata. Może to pomyłka? Moje przypuszczenie co do tego, że Szymon był synem Salomona potwierdziło się. Taką informację znalazłam w książce Andrzeja Krempy Sztetl Mielec. Szymon, Rachela i Salomon są w wykazie ocalałych. Szymona nie ma w Spisie Żydów z 1940 roku. Może był w ZSRR, może przeżył w obozach…W 1947 roku rodzina była w Niemczech, w Regensburgu. 31 maja 1949 roku wypłynęli z Niemiec do USA.
Ostatecznie znalazłam informację o śmierci Sali (Sary) Bass córki Lei, na stronie IPN straty. Wg strony
IPN straty została zamordowana w Przemyślu 3 sierpnia 1942 roku. Do listy ofiar
dopisałam Feigę Bass, którą znalazłam przy okazji poszukiwań informacji o
rodzinie BASS oraz Salę.
Bass Cerla, urodzona
13 marca 1907 roku, córka Lei i Salomona, mieszkała na ulicy Legionów,
wywieziona do Dubienki, zamordowana w Przemyślu 30 lipca 1942 roku, Spis
Judenratu, ŻIH, IPN straty
Bass Feiga z
domu Kirschenbaum, córka Abrahama i Estery, lat 48, zamordowana w Przemyślu 25
lipca 1942 roku, IPN straty
Bass Lea z domu Messinger 18 kwietnia 1872 roku, wdowa,
kupcowa, zamordowana 30 lipca 1942 roku w Przemyślu, YV, IPN straty, Spis
Judenratu
Bass Sara (Sala) urodzona 18 grudnia 1918 roku, córka Lei i Salomona,
mieszkała na ulicy Legionów, wywieziona do Dubienki, zamordowana 3 sierpnia
1942 roku w getcie w Przemyślu, Spis Judenratu, IPN straty.
Bibliografia:
Krempa Andrzej, Sztetl
Mielec. Z Historii mieleckich Żydów, Mielec, 2022
Wanatowicz Stanisław
Pitaval mielecki wg Stanisława Wanatowicza, Mielec, wrzesień 2024, wyd.
Księgarnia Dębickich
Verstandig Mark, I rest
my case
AŻIH Relacja Berty Lichtig 301/1029
Remembering Mielec Sefer zikaron le-kehilat Mielec; sipur hashmadat
ha-kehila ha-yehudit (Wspomnienie Mielca; zagłada gminy żydowskiej),
Redakcja: Mielec Yizkor Book Committee, Nowy
Jork 1979
Internet:
Arolsen Archives
JRI Poland
AP Rzeszów, Spis Żydów z 1940 roku
Myheritage
Yad Vashem














Brak komentarzy:
Prześlij komentarz