Archiwum bloga

środa, 23 września 2026

Twarze mieleckiego sztetla: Bilfeldowie

 

zdjęcie: MHR Pałacyk Oborskich w Mielcu


Czasem coś zaczyna się od zaciekawienia. Jakiś obraz, jakiś detal, a może słowo?

Zawód: czapnikowski - przeczytałam na jednym z podań o wydanie dowodu osobistego. Podań przedwojennych. Zaciekawiło mnie to słowo i  zatrzymałam się przy tym podaniu.

Mężczyzna jest młody. Ma ciemne włosy (chociaż w opisie podane są włosy blond), ciemne oczy, mocne brwi i duże usta.  Ciekawa uroda. Jest elegancko ubrany.

Podanie wskazuje, że nazywa się Herman Bilfeld i urodził się 17 lipca 1920 roku. Sprawdzam Spis Żydów z 1940 roku i coś mi się tutaj nie zgadza. I owszem jest Herman Bilfeld ale data urodzenia nie ta. Herman ma syna Sendera, zwracam uwagę na  jego datę urodzenia, jest dokładnie taka jak ta człowieka z podania. Jeszcze raz patrzę na podanie, odbiór potwierdza Sender Bilfeld, ha,  zatem nastąpiła w podaniu jakaś pomyłka. To nie Herman składał podanie, a Sender.

Herman i Sender, ojciec i syn. Jest też Sara, żona Hermana i  matka Sendera.

 

zdjęcie: MHR Pałacyk Oborskich w Mielcu


I tak zaczyna się historia…a u jej początku było jedynie słowo.

 Czapnikowski. Gdyby nie ono, nie byłoby tej opowieści.

Fakty z  tej historii są zdumiewające i trudno mi uwierzyć, że tak się to poskładało….

 

Ale zacznijmy tak: w 1940 roku na ulicy Sobieskiego mieszkał Herman urodzony w 1892 roku, Sara urodzona w 1897 roku i Sender urodzony 17 lipca 1920 roku. Była wojna, byli biedni – taki zapis znajduje się w Spisie.

Wtedy kiedy zaglądam do Spisu jeszcze nie wiem, że Sender miał siostrę Leę (Laję), urodzoną w 1928 roku. Nie było jej w Spisie, bo w Spisie nie ujęto dzieci. O Lei dowiaduje się przeglądając listy osób deportowanych z Mielca. Na jednej z nich są: Herman (urodzony 13 czerwca 1892 roku),  Sara (urodzona 23 sierpnia 1897 roku) i Laja (urodzona 24 czerwca 1928 roku). Wywieziono ich do Dubienki. Na liście nie ma Sendera. Młodzi ludzie, po selekcji 9 marca 1942 roku trafiali do obozów pracy: w Mielcu albo w Pustkowie. Musiał trafić do któregoś z nich.

Zaglądam do drzewa genealogicznego Scotta Genzera. Jest w nim jakieś "zamieszanie" (że niby Herman miał dwie żony, że jedna z domu Weissman a druga Zuckerbrodt). Analizuję, szukam bo już wtedy wiem, że rodzina w jakiś sposób była spokrewniona z Itą Weissman (Ireną Buś).

Scott naprowadza mnie na akt ślub Hermana i Sary. Znajduję go online. Akt i jeszcze coś co pozwala mi jednoznacznie stwierdzić, że Herman nie miał dwóch żon. Nie mógł. Jego jedyną żoną i matką Sendera była Sara Weissman. Małżeństwo pobiera się w 1919 roku, w lipcu 1920 rodzi się Sender. Herman nie mógł ożenić się (sierpień 1919), owdowieć, ożenić się ponownie i zostać ojcem (lipicec 1920), w takim ekspresowym tempie. To jest po prostu mało możliwe.  Poza tym ojcem Sary Weissman był Sender. Jej syn miał na imię tak samo – w tradycji żydowskiej dzieci dostają imienia nieżyjących krewnych, często dziadków. Matką Sary była Laja, jej córka miała również na imię Laja.

zdjęcie: szukajwarchiwach


Skąd więc to zamieszanie z drugą żoną?

Stąd, że rodziny Weissmanów i Bilfeldów wspomina Bogumiła Gajowiec w artykule Mieleccy Żydzi – obrazki z życia i gehenny. Twierdzi ona, że Sara była siostrą Pini Weissman z domu Zuckerbrodt , córką właściciela młyna (Z ziemi tej Zuckerbrodt wydzielił parcele, na której jego córka Sara Bilfeld wystawiła duży dom z poddaszem1).  Na tej podstawie, tak przypuszczam Scott umieszcza w drzewie Sarę Zuckerbrodt żonę Hermana Bilfelda i Sarę Weissman również żonę Hermana (ale sam ma duże wątpliwości i pisze, że chyba nie było dwóch Sar). Moim zdaniem Bogumiła Gajowiec w tym przypadku pomyliła się, ale tak to mogli przekazać jej rodzice, którzy być może sami dokładnie nie znali rodzinnych koligacji Bilfeldów.

Po dokładnym przeczytaniu artykułu i przyjrzeniu się aktowi ślubu Hermana i Sary wiem na pewno – Sara była siostrą Mojżesza Weissmana, ojca Ity (Ireny Buś ) i Sendera (Innych Żydów znałam tylko z bardzo mglistych wspomnień z dzieciństwa, pamiętam czarną długą brodę Mojżesza Weissmana)2.

Wszystko układa się w całość. Kazimierz Buś, wnuk Mojżesza Weissmana  opowiadał mi, że jego wujek Sender Weissman dostał imię po swoim dziadku. Kazimierz nie wiedział jednak, że jego pradziadek Sender wcale nie nazywał się Weissman, a… Schwanenfeld. „Weissman” było to nazwisko prababci. Miała na imię Laja (zatem drugie dziecko Hermana i Sary dostało imię po swojej babci, czyli w 1928 roku, Laja Weissman już zapewne nie żyła). Sara (wg aktu ślub imię występuje w wersji Sura urodziła się w Majdanie Kolbuszowskim, ale jej rodzice byli rolnikami w Mielcu, z Majdana pochodziła Laja). O tym, że jego dziadek Mojżesz pochodził z Majdana, wspominał mi również Kazimierz.


zdjęcie: zbiory MHR Pałacyk Oborskich w Mielcu


Herman Bilfeld, szynkarz, lat 27 i dwa miesiące, zamieszkały w Tarnowie, syn Jozefa i Beili z domu Schwarz bierze sobie za żonę Surę, lat 22 i pół miesiąca. Ślub ma  miejsce w Tarnowie 14 sierpnia 1919 roku.

Rodzina Bogumiły Gajowiec jest zaprzyjaźniona z Weissmanami. Nazywają się Podolscy. Kupują parcelę od Weissmanów pod budowę domu. To było w 1936 roku. Bogumiła Gajowiec w 1984 roku podczas postępowania spadkowego po mamie, musi posłużyć się dokumentem kupna parceli oraz dokumentem zaświadczającym, że parcela należąca do Chawy (Pini) Weissman jest wolna od zadłużenia. Dom na tej parceli nigdy nie powstał. Wybuchła wojna, a po niej niczego nie można było już w tym miejscu wybudować.

zdjęcie: zbiory ŻIH


 

Sara…

Sara Bilfeld była w Mielcu znaną hafciarką. Mówiono, że dom wybudowała właśnie dzięki haftom. Najzacniejsze rodziny zamawiały u Bilfeldki – tak to wspomina Bogumiła Gajowiec. Były to głównie wyprawy dla córek: pościel, serwety, obrusy, ręczniki, bielizna, bluzki i sukienki. Sara zatrudniała uczennice. Niektóre z nich, zdolniejsze wykonywały dużą część pracy, ale większość zamówień Sara wykonywała sama. Kiedy to czytam, przypominam sobie, że Kazimierz Buś opowiadał mi, że jego mama przed wojną zarabiała haftowaniem na ulubione kino. Miała od kogo się uczyć. Ciocia Sara – najsłynniejsza w Mielcu hafciarka. Mieleckie amatorki haftowania zamawiały u niej, za odpłatnością, wzory i odbite na płótnie czy kanwie obrazy.


W spisie przedsiębiorców z 1928 roku przy haśle HAFCIARNIE znajduje się zapis: Bilfeld R.

Może ta litera R to pomyłka?





Według autorki tekstu o mieleckich Żydach,  Bilfeldowie chyba byli zadłużeni, bardzo potrzebowali pieniędzy.

Jest jeszcze coś bardzo niezwykłego w tej opowieści: Rodzice moi mieszkali wcześniej na Kresach i w Rzeszowie, gdzie pracował ojciec. Gdy w 1933 r. wrócili do Mielca, wynajęli mieszkanie w nowo wybudowanym domu Sary Bilfeld, jednej z córek Zuckerbrodta, przy obecnej ulicy Cichej. Mieszkali tam do roku 1938, do śmierci mojego dziadka. W tym domu się urodziłam.

Pytam Bartka, syna Bogumiły, czy wie o tym, że jego mama urodziła się w domu Bilfeldów. Nie, nie wie.

Dom stoi do dzisiaj.



Dom Bilfeldów, ulica Cicha 3, Mielec, zdjęcia: Anna Stąpor


 

Żeby mieć dochód z wynajmu, oddali lokatorom najlepsze mieszkania, sami zajęli jeden duży pokój, od północnej strony do którego wchodziło się przez kuchnię urządzoną w miejscu sieni, z pojedynczymi drzwiami bezpośrednio na zewnątrz budynku. Mieszkali tam z dwojgiem dzieci, dorosłym Senderem i chyba dwunastoletnią Lajcią. W kuchni spały także stałe uczennice Sary, które wykonywały różne domowe prace.

Czynsze były wówczas bardzo wysokie. Właściciele lokali i kamienic czynszowych mieli niezły dochód . Hersz („Hersiek) [Hersz to inna wersja imienia Herman – IS] zajmował się tylko odbieraniem czynszu, bezwzględnym dyscyplinowaniem lokatorów i pilnowaniem by Lajcia nie zadawała się z gojami. Bilfeldowie wynajmowali te dwa najlepsze mieszkania i mieszkanie na poddaszu. Rodzice moi byli pierwszymi lokatorami. Podobno w zimie trudno było dogrzać nasze mieszkanie, wysuszyć świeże jeszcze mury. Z innymi lokatorami Bilfeldów (wśród nich byli też Żydzi, Borgerowie) i z rodziną Weissmanów moi rodzice byli zaprzyjaźnieni…

Borgerowie mieli dorosłych synów. Pewnego razu rozeszła się wieść, że w ich domu była rewizja policji, ponieważ jeden z młodych Borgerów należał do nielegalnej żydowskiej (komunistycznej?) organizacji3.

 

Przypuszczam, że chodziło o Hermana i Esterę Borgerów4. Skąd to przypuszczenie? Ponieważ mieli dwóch dorosłych synów, a wspomnienie o komunistycznych poglądach jednego z nich, znajduje się w książce Marka Verstandiga I rest my case.

 

Tak widzę poważną postać 12 letniej dziewczynki Lajci Bilfeld, którą podobno rozszarpały psy (w Bełżcu?) – wspomina Bogumiłą Gajowiec.

 

Tyle wiem o losie Bilfeldów. I to, że zostali wywiezieni z Mielca. Do Dubienki. Nie znalazłam niczego więcej. No może oprócz podpisu Hermana Bilfelda w zbiorach Arolsen Archives (zgadza się data urodzenia). Nie wiem skąd ten podpis, nie sprawdzałam. Może Herman trafił do któregoś z obozu.

Nikt z rodziny Bilfeld nie rejestrował się po wojnie w Mielcu. Sprawdzałam w Żydowskim Instytucie Historycznym. Kazimierz Buś nic nie wie aby ocalał ktoś z rodziny jego mamy.

Chociaż… przypominam sobie historię sprzed lat, kiedy na liście ocalałych znajduje Sendera Weissmana. Jestem zdumiona, bo przecież wiem, że brat Ity najprawdopodobniej został zamordowany w obozie w Pustkowie. Szukam, ale … nic. Jestem zdziwiona tym nazwiskiem na liście, mówię nawet do Kazimierza, że to chyba niemożliwe, żeby w Mielcu mieszkało dwóch Senderów Weissmanów.

Dzisiaj zastanawiam się, czy nie był to czasem Sender Bilfeld posługujący się nazwiskiem matki. Może jego rodzice również nie mieli urzędowego ślubu?

Szukam i nic… śladu nie ma po Senderze Bilfeldzie.

Ale gdyby przeżył… czy Kazimierz by o tym nie wiedział? Niewykluczone. Jego mama chroniła go od swojej żydowskiej przeszłości. Z ostrożności. Nie było dobrze być Żydem w Polsce po wojnie. Przed wojną też. Nawet jeśli się było Sarą Bilfeld, u której zamawiały  najzacniejsze mieleckie rodziny ….

Sender tuż przed wojną, w latach 1937- 1938 dokształcał się w szkole zawodowej.

Może to tam nauczył się czapnikowskiego zawodu?

Dzisiaj mogę Kazimierzowi pokazać jeszcze jedno zdjęcie członka jego żydowskiej rodziny. Oprócz dziadka Mojżesza i jego siostry Tauvy (która wyjechała do Palestyny przed wojną) nie zna innych twarzy. Teraz dochodzi jeszcze Sender, siostrzeniec jego dziadka.

 

 


Tekst: Izabela Sekulska

 

Tekst jest wyłączną własnością autorki, korzystanie, cytowanie możliwe za podaniem źródła.

 

Korzystałam z:

Bogumiła Gajowiec Mieleccy Żydzi – obrazki z życia i gehenny, Nadwisłocze, nr 4, 2011 rok.

Spis Żydów sporządzony przez Radę Żydowską w Mielcu, 1940, AP Rzeszów

JRJ Poland

drzewo genalogiczne rodziny Bilfeld stworzone przez Scotta Genzera

 

Przypisy:

1 Bogumiła Gajowiec Mieleccy Żydzi – obrazki z życia i gehenny, Nadwisłocze, nr 4, 2011 rok.

 

2 tamże

3 tamże

4 o rodzinie Borger pisałam w tym tekście: https://maynshtetelemielec.blogspot.com/2025/08/twarze-mieleckiego-sztetla-borgerowie.html

 

 

 

 

 

 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Twarze mieleckiego sztetla: Bilfeldowie

  zdjęcie: MHR Pałacyk Oborskich w Mielcu Czasem coś zaczyna się od zaciekawienia. Jakiś obraz, jakiś detal, a może słowo? Zawód: czapniko...