zdjęcie: MHR Pałacyk Oborskich w Mielcu
Czasem coś zaczyna się od
zaciekawienia. Jakiś obraz, jakiś detal, a może słowo?
Zawód: czapnikowski - przeczytałam
na jednym z podań o wydanie dowodu osobistego. Podań przedwojennych. Zaciekawiło mnie to słowo i zatrzymałam się przy tym podaniu.
Mężczyzna jest młody. Ma ciemne
włosy (chociaż w opisie podane są włosy blond), ciemne oczy, mocne brwi i duże
usta. Ciekawa uroda. Jest elegancko ubrany.
Podanie wskazuje, że nazywa się
Herman Bilfeld i urodził się 17 lipca 1920 roku. Sprawdzam Spis Żydów z 1940
roku i coś mi się tutaj nie zgadza. I owszem jest Herman Bilfeld ale data
urodzenia nie ta. Herman ma syna Sendera, zwracam uwagę na jego datę urodzenia, jest dokładnie taka jak
ta człowieka z podania. Jeszcze raz patrzę na podanie, odbiór potwierdza Sender
Bilfeld, ha, zatem nastąpiła w podaniu
jakaś pomyłka. To nie Herman składał podanie, a Sender.
Herman i Sender, ojciec i syn.
Jest też Sara, żona Hermana i matka Sendera.
I tak zaczyna się historia…a u
jej początku było jedynie słowo.
Czapnikowski. Gdyby nie ono, nie byłoby
tej opowieści.
Fakty z tej historii są zdumiewające i trudno mi
uwierzyć, że tak się to poskładało….
Ale zacznijmy tak: w 1940 roku na
ulicy Sobieskiego mieszkał Herman urodzony w 1892 roku, Sara urodzona w 1897
roku i Sender urodzony 17 lipca 1920 roku. Była wojna, byli biedni – taki zapis
znajduje się w Spisie.
Wtedy kiedy zaglądam do Spisu
jeszcze nie wiem, że Sender miał siostrę Leę (Laję), urodzoną w 1928 roku. Nie
było jej w Spisie, bo w Spisie nie ujęto dzieci. O Lei dowiaduje się
przeglądając listy osób deportowanych z Mielca. Na jednej z nich są: Herman
(urodzony 13 czerwca 1892 roku), Sara (urodzona
23 sierpnia 1897 roku) i Laja (urodzona 24 czerwca 1928 roku). Wywieziono ich
do Dubienki. Na liście nie ma Sendera. Młodzi ludzie, po selekcji 9 marca 1942
roku trafiali do obozów pracy: w Mielcu albo w Pustkowie. Musiał trafić do
któregoś z nich.
Zaglądam do drzewa genealogicznego
Scotta Genzera. Jest w nim jakieś "zamieszanie" (że niby Herman miał dwie żony, że
jedna z domu Weissman a druga Zuckerbrodt). Analizuję, szukam bo już wtedy
wiem, że rodzina w jakiś sposób była spokrewniona z Itą Weissman (Ireną Buś).
Scott naprowadza mnie na akt ślub
Hermana i Sary. Znajduję go online. Akt i jeszcze coś co pozwala mi jednoznacznie
stwierdzić, że Herman nie miał dwóch żon. Nie mógł. Jego jedyną żoną i matką
Sendera była Sara Weissman. Małżeństwo pobiera się w 1919 roku, w lipcu 1920
rodzi się Sender. Herman nie mógł ożenić się (sierpień 1919), owdowieć, ożenić się ponownie i
zostać ojcem (lipicec 1920), w takim ekspresowym tempie. To jest po prostu mało możliwe. Poza tym ojcem Sary Weissman był Sender. Jej
syn miał na imię tak samo – w tradycji żydowskiej dzieci dostają imienia nieżyjących
krewnych, często dziadków. Matką Sary była Laja, jej córka miała również na
imię Laja.
Skąd więc to zamieszanie z drugą
żoną?
Stąd, że rodziny Weissmanów i
Bilfeldów wspomina Bogumiła Gajowiec w artykule Mieleccy Żydzi – obrazki z
życia i gehenny. Twierdzi ona, że Sara była siostrą Pini Weissman z domu
Zuckerbrodt , córką właściciela młyna (Z ziemi tej Zuckerbrodt wydzielił
parcele, na której jego córka Sara Bilfeld wystawiła duży dom z poddaszem1).
Na tej podstawie, tak przypuszczam
Scott umieszcza w drzewie Sarę Zuckerbrodt
żonę Hermana Bilfelda i Sarę Weissman również żonę Hermana (ale sam ma duże wątpliwości i pisze, że chyba nie było
dwóch Sar). Moim zdaniem Bogumiła Gajowiec w tym przypadku pomyliła się, ale tak to mogli przekazać jej rodzice, którzy być może sami dokładnie nie znali rodzinnych koligacji Bilfeldów.
Po dokładnym przeczytaniu artykułu
i przyjrzeniu się aktowi ślubu Hermana i Sary wiem na pewno – Sara była siostrą
Mojżesza Weissmana, ojca Ity (Ireny Buś ) i Sendera (Innych Żydów znałam tylko z bardzo mglistych wspomnień z dzieciństwa,
pamiętam czarną długą brodę Mojżesza Weissmana)2.
Wszystko układa się w całość.
Kazimierz Buś, wnuk Mojżesza Weissmana opowiadał mi, że jego wujek Sender Weissman
dostał imię po swoim dziadku. Kazimierz nie wiedział jednak, że jego pradziadek
Sender wcale nie nazywał się Weissman, a… Schwanenfeld. „Weissman” było
to nazwisko prababci. Miała na imię Laja (zatem drugie dziecko Hermana i Sary
dostało imię po swojej babci, czyli w 1928 roku, Laja Weissman już zapewne nie
żyła). Sara (wg aktu ślub imię występuje w wersji Sura urodziła się w
Majdanie Kolbuszowskim, ale jej rodzice byli rolnikami w Mielcu, z Majdana
pochodziła Laja). O tym, że jego dziadek Mojżesz pochodził z Majdana, wspominał
mi również Kazimierz.
Herman
Bilfeld, szynkarz, lat 27 i dwa miesiące, zamieszkały w Tarnowie, syn Jozefa i
Beili z domu Schwarz bierze sobie za żonę Surę, lat 22 i pół miesiąca. Ślub
ma miejsce w Tarnowie 14 sierpnia 1919
roku.
Rodzina Bogumiły
Gajowiec jest zaprzyjaźniona z Weissmanami. Nazywają się Podolscy.
Kupują parcelę od Weissmanów pod budowę domu. To było w 1936 roku. Bogumiła
Gajowiec w 1984 roku podczas postępowania spadkowego po mamie, musi posłużyć
się dokumentem kupna parceli oraz dokumentem zaświadczającym, że parcela
należąca do Chawy (Pini) Weissman jest wolna od zadłużenia. Dom na tej parceli
nigdy nie powstał. Wybuchła wojna, a po niej niczego nie można było już w tym
miejscu wybudować.
Sara…
Sara Bilfeld
była w Mielcu znaną hafciarką. Mówiono, że dom wybudowała właśnie dzięki
haftom. Najzacniejsze rodziny zamawiały u Bilfeldki – tak to wspomina Bogumiła
Gajowiec. Były to głównie wyprawy dla córek: pościel, serwety, obrusy,
ręczniki, bielizna, bluzki i sukienki. Sara zatrudniała uczennice. Niektóre z
nich, zdolniejsze wykonywały dużą część pracy, ale większość zamówień Sara
wykonywała sama. Kiedy to czytam, przypominam sobie, że Kazimierz Buś opowiadał
mi, że jego mama przed wojną zarabiała haftowaniem na ulubione kino. Miała od
kogo się uczyć. Ciocia Sara – najsłynniejsza w Mielcu hafciarka. Mieleckie
amatorki haftowania zamawiały u niej, za odpłatnością, wzory i odbite na płótnie
czy kanwie obrazy.
W spisie przedsiębiorców z 1928 roku przy haśle HAFCIARNIE znajduje się zapis: Bilfeld R.
Może ta litera R to pomyłka?
Według autorki tekstu o
mieleckich Żydach, Bilfeldowie chyba
byli zadłużeni, bardzo potrzebowali pieniędzy.
Jest jeszcze coś bardzo
niezwykłego w tej opowieści: Rodzice moi mieszkali wcześniej na Kresach i w
Rzeszowie, gdzie pracował ojciec. Gdy w 1933 r. wrócili do Mielca, wynajęli mieszkanie
w nowo wybudowanym domu Sary Bilfeld, jednej z córek Zuckerbrodta, przy obecnej
ulicy Cichej. Mieszkali tam do roku 1938, do śmierci mojego dziadka. W tym domu
się urodziłam.
Pytam Bartka, syna Bogumiły, czy
wie o tym, że jego mama urodziła się w domu Bilfeldów. Nie, nie wie.
Dom stoi do dzisiaj.
Dom Bilfeldów, ulica Cicha 3, Mielec, zdjęcia: Anna Stąpor
Żeby mieć dochód z wynajmu,
oddali lokatorom najlepsze mieszkania, sami zajęli jeden duży pokój, od
północnej strony do którego wchodziło się przez kuchnię urządzoną w miejscu
sieni, z pojedynczymi drzwiami bezpośrednio na zewnątrz budynku. Mieszkali tam
z dwojgiem dzieci, dorosłym Senderem i chyba dwunastoletnią Lajcią. W kuchni
spały także stałe uczennice Sary, które wykonywały różne domowe prace.
Czynsze były wówczas bardzo
wysokie. Właściciele lokali i kamienic czynszowych mieli niezły dochód . Hersz
(„Hersiek) [Hersz to inna wersja imienia Herman – IS] zajmował się tylko
odbieraniem czynszu, bezwzględnym dyscyplinowaniem lokatorów i pilnowaniem by
Lajcia nie zadawała się z gojami. Bilfeldowie wynajmowali te dwa najlepsze
mieszkania i mieszkanie na poddaszu. Rodzice moi byli pierwszymi lokatorami.
Podobno w zimie trudno było dogrzać nasze mieszkanie, wysuszyć świeże jeszcze mury.
Z innymi lokatorami Bilfeldów (wśród nich byli też Żydzi, Borgerowie) i z
rodziną Weissmanów moi rodzice byli zaprzyjaźnieni…
Borgerowie mieli dorosłych
synów. Pewnego razu rozeszła się wieść, że w ich domu była rewizja policji,
ponieważ jeden z młodych Borgerów należał do nielegalnej żydowskiej (komunistycznej?)
organizacji3.
Przypuszczam, że chodziło o Hermana
i Esterę Borgerów4. Skąd to przypuszczenie? Ponieważ
mieli dwóch dorosłych synów, a wspomnienie o komunistycznych poglądach jednego
z nich, znajduje się w książce Marka Verstandiga I rest my case.
Tak widzę poważną postać 12
letniej dziewczynki Lajci Bilfeld, którą podobno rozszarpały psy (w Bełżcu?) –
wspomina Bogumiłą Gajowiec.
Tyle wiem o losie Bilfeldów. I
to, że zostali wywiezieni z Mielca. Do Dubienki. Nie znalazłam niczego więcej.
No może oprócz podpisu Hermana Bilfelda w zbiorach Arolsen Archives (zgadza się
data urodzenia). Nie wiem skąd ten podpis, nie sprawdzałam. Może Herman trafił
do któregoś z obozu.
Nikt z rodziny Bilfeld nie rejestrował
się po wojnie w Mielcu. Sprawdzałam w Żydowskim Instytucie Historycznym. Kazimierz
Buś nic nie wie aby ocalał ktoś z rodziny jego mamy.
Chociaż… przypominam sobie
historię sprzed lat, kiedy na liście ocalałych znajduje Sendera Weissmana. Jestem
zdumiona, bo przecież wiem, że brat Ity najprawdopodobniej został zamordowany w
obozie w Pustkowie. Szukam, ale … nic. Jestem zdziwiona tym nazwiskiem na
liście, mówię nawet do Kazimierza, że to chyba niemożliwe, żeby w Mielcu
mieszkało dwóch Senderów Weissmanów.
Dzisiaj zastanawiam się, czy nie był to czasem Sender Bilfeld
posługujący się nazwiskiem matki. Może jego rodzice również nie mieli
urzędowego ślubu?
Szukam i nic… śladu nie ma po Senderze Bilfeldzie.
Ale gdyby przeżył… czy Kazimierz by o tym nie wiedział? Niewykluczone.
Jego mama chroniła go od swojej żydowskiej przeszłości. Z ostrożności. Nie było
dobrze być Żydem w Polsce po wojnie. Przed wojną też. Nawet jeśli się było Sarą
Bilfeld, u której zamawiały najzacniejsze mieleckie rodziny ….
Sender tuż przed wojną, w latach 1937- 1938 dokształcał się w szkole zawodowej.
Może to tam nauczył się czapnikowskiego zawodu?
Dzisiaj mogę Kazimierzowi pokazać jeszcze jedno zdjęcie członka jego żydowskiej rodziny. Oprócz dziadka Mojżesza i jego siostry Tauvy (która wyjechała do Palestyny przed wojną) nie zna innych twarzy. Teraz dochodzi jeszcze Sender, siostrzeniec jego dziadka.
Tekst: Izabela Sekulska
Tekst jest wyłączną własnością
autorki, korzystanie, cytowanie możliwe za podaniem źródła.
Korzystałam z:
Bogumiła Gajowiec Mieleccy
Żydzi – obrazki z życia i gehenny, Nadwisłocze, nr 4, 2011 rok.
Spis Żydów sporządzony przez Radę
Żydowską w Mielcu, 1940, AP Rzeszów
JRJ Poland
drzewo genalogiczne rodziny Bilfeld stworzone przez Scotta Genzera
Przypisy:
1 Bogumiła Gajowiec Mieleccy
Żydzi – obrazki z życia i gehenny, Nadwisłocze, nr 4, 2011 rok.
2 tamże
3 tamże
4 o rodzinie Borger
pisałam w tym tekście: https://maynshtetelemielec.blogspot.com/2025/08/twarze-mieleckiego-sztetla-borgerowie.html











Brak komentarzy:
Prześlij komentarz