Archiwum bloga

sobota, 12 marca 2022

80 rocznica deportacji mieleckich Żydów

 

„ Bo przecież to nie jest podróż, z podróży się wraca”

Oksana Zabużko, My deportowani.

 


 

9 marca 2022 roku obchodziliśmy w Mielcu 80 rocznicę deportacji mieleckich Żydów, która  zaincjowała Akcję Reinhardt w Generalnym Gubernatorstwie.

(więcej na temat samej akcji możecie przeczytać w tym wpisie


https://maynshtetelemielec.blogspot.com/2022/01/mielec-9-marca-1942-roku-deportacja.html )


O godz. 12 wzięliśmy udział w odsłonięciu tablicy poświęconej mieleckim Żydom, którzy w liczbie ponad 5 tysięcy 80 lat temu zostali przez Niemców wygnani ze swoich domów, a większość z nich zginęła potem w obozach Zagłady.

Dawnych obywateli miasta, możecie zobaczyć oglądając tę galerię.

https://maynshtetelemielec.blogspot.com/2022/02/twarze-mieleckiego-sztetla.html

 

Incjatorem powstania tablicy był rzeszowski Oddział Instytutu Pamięci Narodowej.

Z IPN współpracowało Miasto Mielec.

W grupie kilku osób odwiedziliśmy następnie składając kwiaty i kamyki z nazwiskami ofiar:

- pomnik usytuowany w miejscu gdzie stała mielecka synagoga, cmentarz przy ulicy Jadernych, pomnik poświęcony ofiarom mieleckiego obozu, mogiły zbiorowe na ulicy Wspólnej

O godz. 16.15 w gronie kilkunastu osób, przy udziale Sekretarz Powiatu Mieleckiego Pani Małgorzaty Wiącek odczytaliśmy nazwiska prawie 500 ofiar Holokastu z Mielca i złożyliśmy kamienie z nazwiskami.

Niech ich pamięć będzie błogosławiona.






 







Poniżej tekst, którzy odczytaliśmy podczas uroczystości:

 

Olga Tokarczuk:

 

„ Uświadomienie sobie, że wskutek II wojny światowej zginął pewien świat, było dla mnie przeżyciem dojmującym. Myślałam o tym często – ilu ludzi wokół nas brakuje, ile książek na półkach mojej biblioteki, ilu bohaterów literackich, filmów nigdy  nienakręconych, ile nowych pojęć, wynalazków i mód, ile słów w języku, ilu domów, ile wielojęzycznego gwaru przepadło gdzieś w otchłaniach czasu.

Dla wielu obecność Żydów sprowadzała się do tragedii Holokaustu, Żydzi kojarzyli się z Zagładą, a uświadomienie sobie tego co się stało w czasie wojny, spychało na bok – inne pytanie – o kilkusetletnią wspólną historię tych dwóch kultur i dwóch etni.

Przez uzmysłowienie, że żydowski świat egzystował  w tej samej przestrzeni, nad tymi samymi rzekami, na ulicach tych samych miasteczek, odkryłam, że to co przeszłe, wciąż może pozostawać realne i wywierać wpływ, chociaż przestało istnieć.

Nie było to zwykłe spotkanie z przeszłością, które rodzi nostalgię. Nostalgia ma naturę łagodną, wilgotną, sycącą, jak gęsty aromatyczny sos, który dodaje smaku jedzeniu i nawet zwykłe ziemniaki może zmienić w wyszukaną potrawę. Nie, przede mną stał pusty talerz.

Był to świat braku, dziury niszczącej całość, uniemożliwiającej nam odczytanie z przeszłości i czyniący nas na zawsze niedoinformowanymi”.

Przywołałam Państwu te słowa noblistki bo wydaje mi się, że doskonale oddają naszą wspólną potrzebę dla której tutaj, właśnie dzisiaj zgromadziliśmy się.

 

 Jesteśmy dzisiaj w tym miejscy  nie tylko dlatego aby oddać cześć mieleckim ofiarom Holokaustu, jesteśmy tutaj, bo odczuwamy tę pustkę i pragniemy poprzez swoją pamięć i swoje działania być w pewnym sensie spadkobiercami  wspólnej polsko żydowskiej historii. Być jak nić łącząca przeszłość z teraźniejszością.

Bo Polska to również Żydzi. Bo Mielec to również Żydzi.

Kiedyś sąsiedzi naszych pradziadków, dziadków. Nie ma historii Polski, nie ma historii Mielca bez Żydów. Tak jak naszą indywidulaną tożsamość budują losy naszych przodków, tak naszą wspólną tożsamość buduje właśnie ta część historii Polski.

Naszym obowiązkiem jest nie tylko o tym pamiętać, ale mówić o tym, tak aby pamiętali też inni.

Plan zagłady Żydów zakładał ich unicestwienie. Nasza pamięć jest dowodem na to, że chociaż skutkował jednym z największych dramatów świata, to nie udało się, tak do końca…

„Historia nie jest niema, im bardziej chcą ją spalić, im bardziej zniszczyć, im bardziej chcą ją zakłamać, historia ludzka nie da sobie zamknąć ust”.

 

                9 marca 1942 roku Mielec opustoszał. Niemcy wygnali żydowskich mieszkańców miasta z ich domów. Mielec stał się pierwszym Judenfrei w Generalnej Guberni. Dzisiaj obchodzimy 80 rocznicę wysiedlenia mieleckich Żydów.  Było to pierwsze wysiedlenie przeprowadzone w ramach Akcji Reinhardt w Generalnej Guberni.

 Sięgnijmy do wspomnień tych,  którzy byli uczestnikami bądź świadkami tamtego wydarzenia:

 

 

Józef Mądry, Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata

 

  „Jechałem z żoną do Mielca, do lekarza, a mijając Chorzelów, zauważyliśmy, że do Mielca zbliża się jakaś wielka grupa ludzi. Byliśmy zdania, że to pogrzeb, a w obawie, że konie się będą bać, zjechałem na podwórze do Machnika, aby przeczekać aż przejdą i o dziwo, od Chorzelowa do Mielca cała droga była zajęta ludźmi, a byli to Żydzi. Tysiące Żydów, mężczyzn, kobiet i dzieci pędzono do hangarów na lotnisko. Na przedzie szli sędziowie, adwokaci i znaczniejsi z Żydów. Poboczami szosy   jeździli gestapowcy i jeżeli ktoś zboczył lub zszedł do rowu, strzelali. Co chwilę słychać było wystrzały z pistoletów i zabitych przybywało. Jedna kobieta młoda przeskoczyła przez rów i podnosząc suknię udawała, że leci do ustępu i biegiem za stodołę. Niemiec nie zauważył i udało się jej uratować życie” .

 Józefa Luboch, służąca przewodniczącego Judenratu, dra Finka


„Piorunująca wieść wysiedlenie Żydów z Mielca lotem błyskawicy obiegła miasto. W naprężeniu oczekiwano  nadejścia tej chwili, przepowiadanej już od szeregu miesięcy. Teraz miała ona nadejść  już nieodwołalnie.

To też wśród Żydów zapanował ogromny zamęt – jedni modlili się o odwrócenie tego nieszczęścia, inni bluźnili – zaprzeczając istnieniu Boga, twierdząc, że gdyby istniał nie pozwoliłby na takie okrucieństwo. Rozpacz targała każdym żydowskim sercem, a jeszcze większe nastąpiło przygnębienie, gdy dowiedziano się, że cały Judenrat wraz z prezesem dr F. uciekli już z Mielca. Zrozumiano, że nie ma ratunku. To też oczekujących tej okropnej chwili, ogarnął strach paniczny przez nieznaną przeczuwaną przyszłością.

Ale cóż się dzieje? Może Żydów wysiedlają. Dreszcz przeszył ją od stóp do głów. Zwlokła się jednak z łózka i niesamowity obraz przedstawił się jej oczom, człowiek nawet o najtwardszym sercu nie mógłby obojętnie patrzeć na to co się działo w tej chwili. Oto całą szerokością ulicy, posuwał się tłum Żydów z tobołkami na plecach, z wyrazem przerażenia na twarzach, złamani na wpół przytomni ledwo nogi za sobą wlekąc – mimo, że wędrówka dopiero się rozpoczęła. Popędzani jak bydło przez pachołków hitlerowskich, wlekli się w milczeniu, cicho tylko od czasu do czasu pojękując. Biedota i bogacze, prostacy i inteligencja, wszyscy jednakowo potraktowani. Co się działo w ich sercach, nietrudno chyba odgadnąć. Zostawili przecież wszystko, co posiadali, cały swój dobytek gromadzony przez całe życie – zabierając tylko to, co ze sobą zabrać mogli i szli na poniewierkę, a może i nawet na śmierć”.

 

Irena Buś (Ita Weissman)

Po przybyciu na miejsce do Chorzelowa do hangaru na lotnisko, tutaj nastąpił podział na mężczyzn i kobiety zdrowych i tych odbierał sam podejrzany Stein, dzieląc ich na kolumny wybierając sobie najzdrowszych do pracy w fabryce, zaś dzieci młode do lat 14 i starych odstawiono do Pustkowa. Byłam świadkiem zastrzelenia przez samego podejrzanego Steina w dniu 9 marca 1942 roku pod murem hangaru całej rodziny Pohorylesa sędziego w Mielcu tj. jego żony oraz córki lat 16…W czasie przemarszu do Chorzelowa stojący przy rampie na drodze SS-mani  wołali starszych Żydów nie mogących iść i po zabraniu ich do baraków więcej ci ludzie stamtąd nie wyszli i wieczorem słyszałam strzały karabinów maszynowych. Następnego dnia rano opowiadali nam Żydzi którzy byli wyznaczani spośród nas do jakiejś roboty, że zabrano ich do kopania dołów i zakopywania trupów i że tejże nocy z 9 na 10  - tego marca 1942 roku zostało zastrzelonych ok.400 Żydów, w czem byli mężczyźni kobiety i że byli świadkami strzelania tych ludzi na polach obok baraków, który to grób znajduje się dotychczas” . 


Tekst: Izabela Sekulska

Zdjęcia: Anna Stąpor, Izabela Sekulska, Stah Baumer

iskabelamalecka@gmail.com


www.mayn.shtetele.mielec.pl




























sobota, 5 lutego 2022

Steve Israeler - więzień obozu w Mielcu - wspomnienia


                                         Steve (Sacher) Israeler tuż po zakończeniu wojny



                                                  Steve - zdjęcie współczesne

Na końcu tekstu dostępne jest tłumaczenie na język angielski (google).

At the end of the text, there is a translation into English.

Mielecki obóz był filią KL Płaszów.




Kiedy kilka lat temu  zaangażowałam się w przywracanie pamięci o  Żydach, Darek Popiela, mający w tym temacie o wiele większe doświadczenie, powiedział: zobaczysz, wydarzy się wiele niesamowitych rzeczy, cudów można powiedzieć. To samo mówił Kamil Kmak. Mieli rację.  Te cuda wciąż się zdarzają.

 Dzisiaj opowiem Wam o jednym z nich.

Steve Israeler któregoś dnia dołączył do grona moich znajomych na Facebooku.   Zaakceptowałam jego zaproszenie, chociaż nie znałam go wcześniej. Przeglądnęłam jednak profil Steve’a, zobaczyłam, że mamy wielu wspólnych znajomych zainteresowanych historią Żydów.   Wielokrotnie potem zwracałam uwagę na jego komentarze pod moimi postami, pełne emocji, wyraźnej nostalgii za Polską, wrażliwości i niepozbawione zachwytu nad światem i pięknem. Po prostu.

 Kilka miesięcy temu zamieściłam na Facebooku link do wpisu z bloga ze wspomnieniami więźnia mieleckiego obozu pracy, Samuela Zylbersztajna. Steve pod postem  dopisał komentarz: „ to prawda, byłem tam”.  Tu nastąpiło moje ogromnie zaskoczenie i gonitwa myśli:  jak to? gdzie? W Mielcu? Czy Steve czegoś nie pomylił? Zdumiona zapytałam: „Gdzie? W Mielcu?”. „ Tak”. – odpowiedział Steve. To był jeden z tych cudów, o których wspominali Darek i Kamil. W takich kategoriach to traktuję, no  bo jak wielu więźniów   obozu w Mielcu może jeszcze żyć na świecie? Los zapewne nie da mi już drugiej okazji porozmawiania z którymś z nich. O ile w ogóle los jeszcze może dawać szanse na  rozmowy ze świadkami tamtych czasów. Odchodzą już.  Każde takie spotkanie, każda taka rozmowa, dla mnie jest cudem, szczególnie jeśli rozmówca ma tak ścisły związek z moim rodzinnym Mielcem i Tarnowem, w którym mieszkam obecnie.

Pomyślałam też, że to nieprawdopodobne, bo dłuższego czasu znamy się wirtualnie ze Stevem, a on nigdy nie wspomniał, że był w Mielcu. Co pomyślałam? Pomyślałam, że te wspomnienia muszą być na tyle  bolesne, że on nie chce o tym mówić, wracać do tego, że dopiero mój wpis ze wspomnieniami Zylbersztajna okazał się na tyle silnym doznaniem, że Steve napisał: to prawda, byłem tam.  Tym bardziej jestem mu wdzięczna, że zdecydował się odpowiedzieć na kilka moich pytań.

Historia obozu jest w mieście, z niezrozumiałych dla mnie względów bardzo mało znana. Nie pamiętam by którykolwiek z moich nauczycieli historii wspominał o tym na lekcjach. Wiem, że  obecnie to się zmienia, że są w Mielcu nauczyciele, którzy  opowiadają swoim uczniom o tej części historii miasta. Mam nadzieję, że wspomnienia Steve’ a również będą cegiełką do tej naszej zbiorowej mieleckiej pamięci.

 

Tak o obozie pisze Andrzej Krempa:

„ W południowo-wschodniej części zakładów lotniczych w Mielcu na obszarze około jednego hektara utworzono obóz dla pracujących Żydów. Obóz był ogrodzony drutem kolczastym pod napięciem elektrycznym. Po wysiedleniu mieleckich Żydów w dniu 9 marca 1942 r. obóz przyjął pierwsze 100 osób wyselekcjonowanych przy mieleckich hangarach. W dalszym okresie do obozu przywożono ludność żydowską pochodząca z różnych stron Polski i krajów okupowanych. W szczytowym okresie zatrudnienia, w drugim kwartale 1944 r., na ogólną liczbę 5500 osób zatrudnionych w zakładach lotniczych pracowało 2300 Żydów w tym 400 kobiet.

Za najmniejsze uchybienie przy pracy byli bici i karani pozbawieniem pożywienia, które było i tak bardzo skąpe. Skutkiem tego byli stale głodni, wręcz chodzili opuchnięci z głodu.

W trakcie pracy robotników żydowskich na oddziałach produkcyjnych, pomocniczych i gospodarczych  wykonywano tzw. „listy śmierci”, czyli wykazy osób nieprzydatnych przy produkcji lotniczej. Listy były przekazywane do gestapo, które w Lasku Berdechowskim wykonywało egzekucje. Duże natężenie rozstrzeliwań było w okresie wybuchu epidemii tyfusu w obozie. Słabych i chorych rozstrzeliwano. Szacuje się, że w Lasku Berdechowskim pochowanych jest około 800 obywateli polskich narodowości żydowskiej, rozstrzelanych w tym miejscu lub przywiezionych martwych z obozu.

W 1943 r. w północno-zachodniej części obozu wydzielono niewielki teren obejmujący część baraku mieszkalnego. Był to obóz karny dla Polaków. Ta część ogrodzona była drutem kolczastym pod napięciem elektrycznym, z oddzielnym wejściem od strony zakładu. Przebywali w nim Polacy nieprzestrzegający przepisów o pracy lub podejrzani o sabotaż. Trzymano ich przez krótki czas, od dwóch do czterech tygodni, gdyż odpowiadali za mało znaczące przestępstwa”. 1

 A tak pierwszy dzień w obozie wspomina Samuel Zylbersztajn, więzień kilku obozów, w tym mieleckiego.

„ Wszyscy wychodzą z wagonów i stają na rampie zakładów „Heinkla” w Mielcu. Tu czeka już na nas nowy władca, SS-Hauptsturmfuhrer Hering. Jest tu także żydowski komendant Bitkower wraz z funkcyjnymi. Idziemy przez teren fabryki i dochodzimy do naszych baraków. Przygotowano już tu dla nas pomieszczenia. Po drodze spotykamy powracających z pracy polskich robotników. Na pierwszy rzut oka jesteśmy zadowoleni. Będziemy mieszkali na terenie fabryki, nie będziemy musieli chodzić 4 km do roboty pod eskortą Ukraińców, śpiewać i dostawać baty przez całą drogę. I tu ich nie brak, ale pilnują tylko obozu.  

Przede wszystkim zaprowadzono nas do kuchni, gdzie nas uraczono zupą, po której przez trzy dni nie mogliśmy nic jeść. Teraz następuje, jak zawsze zgonie z rytuałem obozowym, ścinanie włosów, golenie brody, kąpiel i rewidowanie kieszeni przez Ukraińców; i oni chcieliby coś zarobić na nowo przybyłych. Oni się tylko nieco spóźnili. Po północy byliśmy gotowi. A teraz prowadzą nas do nowych apartamentów, będziemy mieszkali po 20-30 osób w jednej izbie. Są w niej trzypiętrowe prycze sklecone z paru desek. Nie ma słomy ani kocy. Oto nasze posłania, na których mamy złożyć po ciężkiej podróży i po jeszcze cięższej pracy nasze zbolałe kości i wychudłe ciała. Na ścianach paradowały pospołu pluskwy i wszy. Położyłem się na twardych deskach i przykryłem się swoją wytartą już marynarką, którą miałem jeszcze z Warszawy.

Z rana ustawiono nas razem ze starymi żydowskimi więźniami - robotnikami na mieleckim placu apelowym. Nasza grupa stoi osobno”.2

 

 A nasz bohater Steve?

 Steve przybył do Mielca w kwietniu 1944 roku, tak musiało być, bo wtedy przyjechał do Mielca transport więźniów z Płaszowa. On sam jednak nie pamięta ani miesiąca ani roku. Pamięta, że przyjechał  wprost z obozu w  Płaszowie (mielecki obóz był filią obozu płaszowskiego). Jedno jest pewne,  w 1944 roku miał zaledwie 13 lat.

Trafiając do płaszowskiego obozu był dwunastolatkiem. Kiedy tam przyjechał,  w obozie  przebywało ostatnich 150 Żydów z tarnowskiego getta.

 Obóz  płaszowski Steve wspomina bardzo źle, było tam dużo pluskiew i pcheł.  Zgłosił się więc do transportu do innego obozu, ale nie wiedział jakie będzie miejsce przeznaczenia. Nikt nie mówił im, że jadą do Mielca.

 

Zylbersztajn:

„ Pod koniec kwietnia 1944 r. przybył do nas transport Żydów z obozu w Płaszowie. Znajdowała się tam nasza centrala SS. Ten sam Lagerfuhrer Goeth inkasował pieniądze i za naszą pracę w fabryce.

Krakowianom trudno było się przystosować do warunków w naszym obozie, do ciężkiej pracy i do jeszcze cięższych warunków życia. ” 3

 

Steve urodził się w Polsce, w Krakowie, 19 stycznia 1931 roku jako Sacher Israeler. Na moje pytanie jak wspomina przedwojenną Polskę  odpowiada:  kochałem Polskę, i kochałem Kraków szczególnie, ale Polska nie lubiła mnie i Żydów.

Takie jest wspomnienie Steve’a. Obserwując jego komentarze  w sieci, czuję, że jest w jego sercu spora nostalgia za Polską, za dzieciństwem spędzonym w Polsce. Dzieciństwem, które było nim tylko do momentu wybuchu wojny. Potem zostało brutalnie przerwane.

 W mieleckim obozie przydzielono go do  pracy w hali nr 3. Na tej hali produkowano części do samolotu bombowego Heinkel He 111.

Zylbersztajn:

„ Fabryka pracowała bez przerwy, nigdy nie stawała. Młot przechodził z rąk do rąk, od dziennej do nocnej zmiany. Każda placówka pracy miała swego żydowskiego Gruppenfuhrera, dwóch polskich robotników przypadało na jednego żydowskiego; był tu jeden niemiecki vorarbeiter i jeden majster. Każdy z nich miał prawo bić więźniów. Za najmniejsze uchybienie przy pracy każdy z nich wymierzał oddzielnie karę delikwentowi. Wszyscy chcieli bić, nie wiedziało się komu najpierw wystawić tylną część ciała do bicia”. 4


 Mój rozmówca nie dostawał paczek żywnościowych z zewnątrz. Nie tylko dlatego, że nie miał już mu kto ich przysyłać. Nikt takich paczek nie dostawał. Nie było takiej możliwości. Tak to pamięta Steve.

A nawet gdyby była, jemu  naprawdę nie miał już kto przysyłać paczek...

Więźniowe nie mogli opuszczać terenu obozu, więc Steve nie wie jak wyglądał Mielec.

Pytam o to czy pamięta jakichś funkcjonariuszy z obozu? Odpowiada, że tylko głównego komendanta i że to był Austriak, wysoki, przystojny zabójca.

Nie pamięta delegacji z Czerwonego Krzyża, nie pamięta też nalotu amerykańskich samolotów.

Mówi też, że nie doświadczył żadnej pomocy z zewnątrz. Na przykład od mieszkańców miasta, czy innych osób pracujących w fabryce.

Wspomina też, że Polacy nie zachowywali się zbyt dobrze w stosunku do Żydów, z paroma wyjątkami.

Do dzisiaj  zapamiętał dwa nazwiska współwięźniów: Mozesa Steinkelera i Romka Weinstocka . Romek miał brata, ale jego nazwiska już nie pamięta.

Zapytany o to, czy pamięta rozstrzeliwania chorych w dniu likwidacji obozu, twierdzi, że wszyscy byli bardzo młodzi i nie pamięta rozstrzeliwań. Jego zdaniem wśród więźniów byli  jeńcy przechwyceni z polskiej Armii. Obóz żydowski  był likwidowany w bardzo krótkim czasie. Jego ewakuacja  przebiegała bardzo szybko, w pośpiechu. Steve nie pamięta aby w trakcie ewakuacji umierali więźniowie.

Transport odbywał się pociągiem. Do wagonów  pakowano od 80 do 100 osób. Pisząc to zdanie, zastanawiam się nad tym, czy nie powinnam użyć sformułowania: w wagonach lokowano? Przecież piszę o ludziach. Potem myślę: ale przecież tak to było… bydlęce wagony i zaganianie ludzi do nich.  Słowo „lokowano” właśnie w tym przypadku byłoby po prostu eufemizmem.

Więźniów wywieziono  do Wieliczki, do kopalni soli gdzie mieli budować fabrykę samolotów, ale nie doszło do tego, bo nadeszła Armia Czerwona.

„ Wszyscy już wiemy, że niemiecka machina wojenna zaczyna trzeszczeć i pękać. Hitlerowski personel fabryczny w tajemnicy pakuje już walizy. Pewnego dnia przyszedł do naszej fabryki Lagerfuhrer i kazał nam odmaszerować do baraków. Tam zaś polecił nam przygotować się do wyjazdu. Cały obóz w Mielcu zostanie zlikwidowany. 

Przechodzimy do pociągu. W wagonach jest już pełno Niemek z dziećmi, mają dużo bagażu zrabowanego w Polsce. Nie chcą zrobić dla nas miejsca. Krzyczą do esesmanów: „Żydów to wywozicie, a nas zostawiacie, żebyśmy się doczekały Rosjan”. Esesmani nie liczą się teraz z czysto germańskimi, jasnowłosymi niewiastami, które teraz zadowalają się nawet wagonami przeznaczonymi tylko dla bydła i Żydów, ale siłą je usuwają. Nie mogą zapanować nad swoją złością. Żydzi wyjeżdżają, a one niestety muszą pozostać”. 5

 

Obecnie Steve mieszka w Nowym Jorku (od 1949 roku). Co robił w swoim powojennym życiu? Zajmował się biznesem. Nigdy nie założył rodziny. Powiedział mi kiedyś, że nie ma dnia aby nie myślał o swoich rodzicach i rodzeństwie, którzy nie przetrwali Zagłady. Było ich ośmioro, rodzice : Dawid (pochodził z Kętów) i Ryfka (pochodziłą z Wadowic), rodzeństwo Miriam, Reizel, Jenta, Chaja i brat Wolfi (Zev Dov) i on, Sacher. Kiedy skończyła się wojna, Steve miał 14 lat i był sierotą. Podzielił los wielu ocalonych z Zagłady. Z tak dużej rodziny  ocalał tylko On.

Rodzice i dwie najstarsze siostry Steve’a zostali zastrzeleni w Tarnowie, na ulicy Warzywnej, tuż przed ich mieszkaniem. To była jedna z pierwszych akcji w czerwcu 1942 roku kiedy Niemcy zaczęli likwidować tarnowskie getto. Rodzina przybyła do Tarnowa w 1940 roku. Tutaj mieszkała siostra mamy Steve'a, która wyszła za mąż za jednego z tarnowskich Żydów.

            Do Polski Steve przyjechał dopiero  w 2005 roku i ponownie w  2019 roku. Dlaczego dopiero wtedy? Mogę się tylko domyślić, że powrót do Polski z tak bardzo złamanym sercem, do kraju gdzie zginęła cała jego rodzina, gdzie zaczęło się jego życie, ale skończyło się dzieciństwo, a przeszłość i w pewnym sensie przyszłość zostały mu zabrane,  nie był łatwy.

Kiedy myślę „ Steve Israeler” mam przed oczami twarz  tego ślicznego 14 letniego chłopca ze zdjęcia.    Trudno jest mi wyobrazić sobie ten ból. Ból chłopca, który ocalał, ale tak brutalnie został pozbawiony WSZYSTKIEGO. W swoim dzienniku ocalały z Zagłady Moses Horn z podmieleckiej Borowej, który podobnie jak Steve stracił w czasie wojny całą rodzinę, wspomina:

 „ Wszyscy chcieliśmy przeżyć wojnę, ale

wielu z nas nie chciało dalej żyć. Niemniej jednak przymus dalszego życia
najprawdopodobniej był bardzo silny”. 6

 Kiedy myślę o dzieciach takich jak Steve, o młodych ludziach takich jak Moses Horn, potworność Zagłady, jej rozmiar dociera do mnie ze zdwojoną mocą. 

Jesteś moim bohaterem Steve. Dziękuję Ci bardzo za poświęcony czas i powrót do tych bolesnych wspomnień.


Text in english:


https://tiny.pl/9prsq




Tekst: Izabela Sekulska

iskabelamalecka@gmail.com



www.mayn.shtetele.mielec.pl



Dziękuję Julii Ziębie za przygotowanie pytań dla Steve' a w języku angielskim.

 

 

 

Więcej na temat obozu pracy w Mielcu:

https://maynshtetelemielec.blogspot.com/2021/09/wspomnienia-wieznia-obozu-pracy-w-mielcu.html

 

https://maynshtetelemielec.blogspot.com/2021/09/oboz-pracy-w-mielcu-projekt.html

 

Przypisy:

1  https://maynshtetelemielec.blogspot.com/2021/09/oboz-pracy-w-mielcu-projekt.html

2 wspomnienia Samuela Zylbersztajna, więźnia mieleckiego obozu, biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego nr 68/68.

3  tamże

4  tamże

5 tamże

6 dziennik Mosesa Horna, oryginał znajduje się w Muzeum Yad Vashem, więcej na temat historii Mosesa i jego rodziny https://maynshtetelemielec.blogspot.com/2021/06/sara-rachela-i-dawid-horn-historia.html

 

 


Mielec. Pomnik upamiętniający więżniów mieleckiego obozu pracy. 29 stycznia 2022 rok




 

 


 


                       Pozostałości  po ogrodzeniu mieleckiego obozu. 29 stycznia 2022 rok

 

 


wtorek, 18 stycznia 2022

Mielec 9 marca 1942 roku, deportacja mieleckich Żydów, początek Akcji Reinhardt na terenie Generalnego Gubernatorstwa







 Plan sytuacyjny miejsc eksterminacji Żydów mieleckich. Czerwoną linią zaznaczono trasę przemarszu Żydów w dniu 9 marca 1942 r. Inne oznaczenia: 1 − cmentarz przy ulicy Traugutta, miejsce rozstrzeliwań Żydów i Polaków po 9 marca 1942 r. oraz prawdopodobnie miejsce pochówku około 54 Żydów rozstrzelanych w dniu 9 marca 1942 r. w Mielcu, 2 − cmentarz przy ulicy Świerkowej, grób zbiorowy około 240 Żydów rozstrzelanych w czasie przemarszu i masowej egzekucji (miejsce masowej egzekucji w dniu 9 marca 1942 r. było w połowie drogi pomiędzy tym cmentarzem a szosą Mielec – Tarnobrzeg), 3 − hangary na lotnisku, 4 − Lasek Berdechowski, 5 − obóz przy zakładach Flugzeugwerk Mielec, 6 − obóz firmy Bäumer und Lösch na Czekaju, 7 − obóz w Biesiadce. (autor mapy i opisu: Andrzej Krempa)



Rochelle G. Saidel Amerykanka żydowskiego pochodzenia, autorka książki na temat Mielca (Mielec, Poland The shtetl that became a Nazi Concentration Camp) uważa, że należy przywrócić   polskiemu miastu należne mu miejsce na mapie Holokaustu.  To właśnie tutaj przeprowadzono pierwsze wysiedlenie Żydów na obszarze Generalnego Gubernatorstwa w ramach Akcji Reinhardt. Dla Amerykanki stanowiło to z jednen z impulsów do stworzenia tego opracowania. 

 

 Nie jest to fakt szeroko znany, ale to 9 marca 1942 roku, właśnie w Mielcu zainicjowano tzw. rozwiązanie kwestii żydowskiej w ramach Akcji Reinhardt.

 

 

   Jechałem z żoną do Mielca, do lekarza, a mijając Chorzelów, zauważyliśmy, że do Mielca zbliża się jakaś wielka grupa ludzi. Byliśmy zdania, że to pogrzeb, a w obawie, że konie się będą bać, zjechałem na podwórze do Machnika, aby przeczekać aż przejdą i o dziwo, od Chorzelowa do Mielca cała droga była zajęta ludźmi, a byli to Żydzi. Tysiące Żydów, mężczyzn, kobiet i dzieci pędzono do hangarów na lotnisko. Na przedzie szli sędziowie, adwokaci i znaczniejsi z Żydów. Poboczami szosy   jeździli gestapowcy i jeżeli ktoś zboczył lub zszedł do rowu, strzelali. Co chwilę słychać było wystrzały z pistoletów i zabitych przybywało. Jedna kobieta młoda przeskoczyła przez rów i podnosząc suknię udawała, że leci do ustępu i biegiem za stodołę. Niemiec nie zauważył i udało się jej uratować życie 1 .

 Tak dzień deportacji mieleckich Żydów wspominał Józef Mądry, Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata.

 

            Mielec, galicyjski sztetl. Miasteczko, w którym przed wojną Żydzi stanowili połowę mieszkańców miasta. Jeden z mielczan narodowości żydowskiej, mieszkający w mieście przed wojną, tak je opisywał:

 

W przyszłości nazwa naszego rodzinnego miasta, Mielec, może zostać zapomniana. Dla tych z nas, którzy tam dorastali, Mielec był jednak miastem, w którym się urodziliśmy i gdzie wychowywali nas nasi rodzice – i był miastem, które musieliśmy opuścić z przyczyn niezależnych od nas, z powodu trudności gospodarczych, wojny i uprzedzeń. Mielec był miastem o licznej populacji Żydów i o aktywnej, postępowej młodzieży. W mieście znajdowało się wiele szkół, domów kultu religijnego, jak i instytucji obywatelskich, obsługujących Mielec, a także okoliczne wioski i miasteczka .2

Historia mieleckich Żydów rozpoczęła się w XVI wieku. Wtedy to pojawia się pierwszy wpis w księdze wójtowskiej, który dotyczy Żydów:  Barbary i Izraela (1573 rok).

            W 1939 roku zamieszkiwało Mielec ok. 4000 Żydów, w 1941 roku 4250, a w marcu 1942 roku ok. 5200 3. Liczba Żydów wzrosła w czasie wojny, ponieważ przybywali oni do Mielca z innych miejscowości a nawet z zagranicy.

            We wrześniu 1939 roku do miasta wkroczyły wojska niemieckie. Tak o wojnie, na początku września pisał mielecki nastolatek Moshe Borger, ocalały z Holokaustu, który w 1937 roku rozpoczął pisać dziennik i pisał go do pierwszych dni wojny:

Wojna z Niemcami. Niemcy zaatakowali Polskę. Trudno to sobie wyobrazić. Zabezpieczam nasze mieszkanie. Transporty uchodźców z zachodnich granic zaczynają przybywać do Mielca. Rozpoczęły się ataki powietrzne. Nikt nie ma pojęcia jak się chronić. Ataki stają się regularne. Dzień ciągnie się i ciągnie... 

 Wojna, masy uchodźców. Moje serce cierpi. Ludzie, którzy zostawiają wszystko i uciekają, wszyscy płaczą. Pierwsze dni wojny  4

             Kilka dni potem, 13 września 1939 roku w wigilę żydowskiego Nowego Roku RoszHaszana doszło do spalenia mieleckiej synagogi wraz z modlącymi się w niej Żydami. Był to jeden z pierwszych aktów terroru  na ziemiach polskich dokonany przez niemieckiego okupanta.

Do marca 1942 roku Żydzi żyli w Mielcu w warunkach okupacyjnych, ale w mieście nie utworzono getta. Nie zachowały się żadne dokumenty potwierdzające ze stuprocentową pewnością, że istniało ono w mieście, chociaż takie wzmianki pojawiają się od czasu do czasu w przeróżnych opracowaniach. Prawdopodobnie Niemcy uznali, że getto nie jest potrzebne, gdyż mieleccy Żydzi w większości mieszkali w obrębie Rynku i okolicznych ulic.

    9 marca 1942 roku doszło do deportacji mieleckich Żydów, co jak już wspomniałam rozpoczęło Akcję Reinhardt na terenie Generalnego Gubernatorstwa.

Podobnego zdania jak Rochelle G. Saidel jest Andrzej Krempa, który w rękopisie swojej książki (wydanie rozszerzone Zagłady Żydów Mieleckich) pisze:

 

Mielec był pierwszym miastem w GG, w którym dokonano deportacji w ramach „akcji Reinhardt”, czyli zagłady Żydów z Generalnego Gubernatorstwa i Okręgu Białostockiego. W tym miejscu należy się wyjaśnienie dotyczące daty początku „akcji Reinhardt” w Generalnym Gubernatorstwie. Powszechnie w historiografii przyjęło się, że tą datą początkową dla GG było uruchomienie obozu zagłady w Bełżcu i początek likwidacji getta lubelskiego, czyli w nocy 16/17 marca 1942 roku.

Jednakże sztab „akcji Reinhardt” zdecydował, że już 9 marca 1942 nastąpi pierwsza deportacja z Generalnej Guberni i

w dystrykcie lubelskim w celu zamordowania Żydów. Zdaniem autora, data 9 marca 1942 r. powinna być uznana przez historyków, jako data początku „akcji Reinhardt” w GG . 5

 

Tezę tę postawił także  Tomasz Frydel  autor  części Powiat Dębicki opracowania Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski, pisząc o Mielcu jako o pierwszym oczyszczonym z Żydów mieście w Generalnym Gubernatorstwie.

Powody wyboru Mielca na miejsce pierwszej akcji wysiedleńczej (Aussiedlungsaktion), preludium akcji Reinhardt  na terenie dystryktu lubelskiego i GG pozostają niejasne. Nie odnaleziono dokumentów pozwalających na definitywne wykazanie dlaczego Niemcy podjęli tę decyzję. Być może najbardziej przekonywująca byłaby teza, że decyzja ta wiązała się z długofalowymi  planami usunięcia ludności polskiej z regionu położonego między Wisłą, Sanem, Wisłoką oraz zasiedlenia tych ziem etnicznymi Niemcami.  6 

W nocy z 8 na 9 marca  Mielec został otoczony przez SS. Około godziny 5 rano rozpoczęła się akcja wysiedleńcza. Żydzi dostali pół godziny na spakowanie swojego dobytku. Każdemu pozwolono na zabranie bagażu do 25 kg. Każdy żydowski dom został odwiedzony przez esesmana i granatowego policjanta mających przy sobie listy członków rodzin. Uczestnikami akcji byli (według wyników dochodzenia w postępowaniu przygotowawczym Prokuratury w Kiel (Niemcy): starosta powiatowy Ernst Schlüter i jego zastępca dr Friedrich Schmidt, komisarz terenowy (Landkommissar) Alfred Beckert z Mielca, mieleckie gestapo, żandarmeria, policja granatowa, służby specjalne Starostwa Powiatowego w Dębicy, komando do likwidacji Żydów (Judenvernichtungstruppen) składające się z dwóch kompanii wartowniczych batalionu SS z obozu w Pustkowie pod dowództwem SS-Hauptsturmführera und zu der Tanna i narodowosocjalistyczny korpus lotny SA Mielec. Jego dowódcą był Obersturmführer Grille (vel Grölle, vel Groelle), kierownik komórki SA w Mielcu. Do akcji wykorzystano także straż przemysłową „Werkschutzpolizei”, zwaną „Werkschutzem”, z mieleckich zakładów lotniczych oraz Niemców zatrudnionych w fabryce, zmobilizowanych przez komendanta Werkschutzu (Werkschutzleitera) Steina.

 

Andrzej Krempa:

Wśród strzałów, huku i dobijania się do bram żydowskich domów, rozpoczęła się wstępna selekcja. Młodych mężczyzn zdolnych do ciężkiej pracy skierowano do obozu pracy w Pustkowie. Tę grupę osobiście dobierał, przy pomocy gumowej pałki, Lagerführer obozu Oberscharführer Ernst Kops. O godzinie 11.00 włączono muzykę z rozgłośni radiowych. Grupę mężczyzn do Pustkowa obstawiło szpalerem gestapo i SS. Kolumna odeszła w kierunku Pustkowa . 7

  

W bocznych uliczkach miasta dochodziło do rozstrzeliwań słabych i chorych. Żydzi szli   na lotnisko w Chorzelowie, dzisiejszą ulicą Sienkiewicza.  Tak wspominała to Irena Buś (Ita Weissman):

Po drodze już bili gestapowcy kolbami idących w pochodzie Żydów. Po drodze widziałam jak niejaka Steinhardówna Beila, lat 21 licząca, z Mielca została zastrzelona przy rowie w chwili poprawienia sobie niesionego na plecach bagażu. Zastrzelona została przez gestapowca .8

  Zachowały się liczne zdjęcia z przemarszu mieleckich Żydów. To unikat.  Niemcy potem zakazywali robienia  zdjęć z akcji deportacyjnych.

Pierwsze kolumny Żydów dotarły do Chorzelowa już około godziny 8.00 rano, a przemarsz trwał około trzech godzin. Obok kościoła w Chorzelowie maszerujący skręcali w prawo, drogą prowadzącą wzdłuż ogrodzenia lotniska, aż do hangarów w północnej jego części.

  Jak podaje Andrzej Krempa   za wysiedlenie mieleckich Żydów odpowiedzialne  są następujące osoby: zastępca starosty powiatowego dr Schmidt i oficerowie żandarmerii Maurer i Bucholz oraz żandarmi: Oblitschnig, Gwóźdź, Reinsfelder, Hütter, Hauser, Perschke i gestapowiec Rudolf Zimmermann. Stein osobiście wypędzał Żydów z mieszkań i rozstrzeliwał uciekających.

 

 Dzień 9 marca 1942 roku tak  wspominała Józefa Luboch, służąca przewodniczącego Judenratu doktora Józefa Finka i jego żony Netti:

 

 

Piorunująca wieść wysiedlenie Żydów z Mielca lotem błyskawicy obiegła miasto. W naprężeniu oczekiwano  nadejścia tej chwili, przepowiadanej już od szeregu miesięcy. Teraz miała ona nadejść  już nieodwołalnie.

To też wśród Żydów zapanował ogromny zamęt – jedni modlili się o odwrócenie tego nieszczęścia, inni bluźnili – zaprzeczając istnieniu Boga, twierdząc, że gdyby istniał nie pozwoliłby na takie okrucieństwo. Rozpacz targała każdym żydowskim sercem, a jeszcze większe nastąpiło przygnębienie, gdy dowiedziano się, że cały Judenrat wraz z prezesem dr F. uciekli już z Mielca. Zrozumiano, że nie ma ratunku. To też oczekujących tej okropnej chwili, ogarnął strach paniczny przez nieznaną przeczuwaną przyszłością.

Ale cóż się dzieje? Może Żydów wysiedlają. Dreszcz przeszył ją od stóp do głów. Zwlokła się jednak z łózka i niesamowity obraz przedstawił się jej oczom, człowiek nawet o najtwardszym sercu nie mógłby obojętnie patrzeć na to co się działo w tej chwili. Oto całą szerokością ulicy, posuwał się tłum Żydów z tobołkami na plecach, z wyrazem przerażenia na twarzach, złamani na wpół przytomni ledwo nogi za sobą wlekąc – mimo, że wędrówka dopiero się rozpoczęła. Popędzani jak bydło przez pachołków hitlerowskich, wlekli się w milczeniu, cicho tylko od czasu do czasu pojękując. Biedota i bogacze, prostacy i inteligencja, wszyscy jednakowo potraktowani. Co się działo w ich sercach, nietrudno chyba odgadnąć. Zostawili przecież wszystko, co posiadali, cały swój dobytek gromadzony przez całe życie – zabierając tylko to, co ze sobą zabrać mogli i szli na poniewierkę, a może i nawet na śmierć. Stała tak długo i rozmaite myśli nachodziły ją. W końcu przez zmarznięte szyby zaczęła szukać wzrokiem znajomych twarzy – niewiele jednak zdołała ich dostrzec, gdyż myśli jej krążyły gdzie indziej, wkoło innych osób. Gdzie oni teraz. Może też niewiele lepiej czują się od tych. W każdym bądź razie dobrze, że ich tu nie ma – nie przeżyłaby tego – widząc ich w takim upokorzeniu. Długo jeszcze stała walcząc z wzmagającym żalem, który jak kleszcze zaciskał jej gardło i z siłą powstrzymywanymi łzami, które wciąż zasłaniały jej widok. Tymczasem koniec pochodu się zbliżał, cały korowód zamykał doktor W. z rodziną. Szli objuczeni plecakami, raz jeszcze spojrzeli na pozostające za nimi miasto i poszli ze swemi współtowarzyszami.

A więc i pan – panie doktorze – rzekła do siebie i uśmiechnęła się.

Widzisz czego się doczekałeś? Kiedy przed paroma dniami posłano po ciebie byś udzielił pomocy lekarskiej, odmówiłeś! Nie chciało ci się przejść na drugą stronę ulicy – tłumacząc, że noc teraz, że ty jesteś przeziębiony. Dziś nie pytają cię czy możesz, tylko musisz drałować po śniegu i mrozie i kto wie ile kilometrów i tak nic złego ci nie życzę (doktor zginął w okropnych warunkach, w obozie w Pustkowie, a rodzina została wywieziona do Bełżca, a później wraz z innymi do pieca). Przecież niech ci Bóg da szczęście w tej wędrówce, a gdy wyjdziesz cało, popraw się w przyszłości – tak mówiąc spojrzała na niego z wielką litością. Mimo, że wszyscy przeszli, stała dalej, nie wierząc sobie, że patrzyła na rzeczywistość . 9

 

Po drodze wielu Żydów zginęło. Liczba ofiar z dnia 9 marca sięga ok. 300 osób.

 Ofiary spoczywają w Mielcu na ulicy Wspólnej, w miejscu gdzie znajdują się mogiły zbiorowe, na cmentarzu żydowskim  przy ulicy Traugutta oraz prawdopodobnie w Lasku Berdechowskim.

Żydzi, którzy dotarli na lotnisko przez kilka dni byli przetrzymywani w lotniskowych hangarach, w zimnie i bez jedzenia.

Irena Buś:

Po przybyciu na miejsce do Chorzelowa do hangaru na lotnisko, tutaj nastąpił podział na mężczyzn i kobiety zdrowych i tych odbierał sam podejrzany Stein, dzieląc ich na kolumny wybierając sobie najzdrowszych do pracy w fabryce, zaś dzieci młode do lat 14 i starych odstawiono do Pustkowa. Byłam świadkiem zastrzelenia przez samego podejrzanego Steina w dniu 9 marca 1942 roku pod murem hangaru całej rodziny Pohorylesa sędziego w Mielcu tj. jego żony oraz córki lat 16…W czasie przemarszu do Chorzelowa stojący przy rampie na drodze SS-mani  wołali starszych Żydów nie mogących iść i po zabraniu ich do baraków więcej ci ludzie stamtąd nie wyszli i wieczorem słyszałam strzały karabinów maszynowych. Następnego dnia rano opowiadali nam Żydzi którzy byli wyznaczani spośród nas do jakiejś roboty, że zabrano ich do kopania dołów i zakopywania trupów i że tejże nocy z 9 na 10  - tego marca 1942 roku zostało zastrzelonych ok.400 Żydów, w czem byli mężczyźni kobiety i że byli świadkami strzelania tych ludzi na polach obok baraków, który to grób znajduje się dotychczas . 10

 Z hangarów na mieleckim lotnisku Żydzi trafili do gett na terenie Zamojszczyzny i Lubelszczyzny.  Tomasz Frydel podaje, że pierwszy transport wyjechał z Mielca 11 marca 1942 r. i Żydzi z tego transportu trafili do Sosnowicy i Włodawy, a  zginęli w Sobiborze (ogółem ok. 1000 osób) oraz do  Międzyrzecza Podlaskiego (w tym transporcie było ok. 1000 osób), 750 z nich zginęło w Majdanku i Treblince.  Drugi transport wyruszył z Mielca  15 marca 1942 roku (ok. 2000 osób), z czego  1343 osoby trafiły do Dubienki i Bełza a 500 osób trafiło do Cieszanowa. 1843 osoby zginęły w Bełżcu.

  9 marca 1942  Mielec opustoszał. Józefa Luboch tak o nim opowiadała Bercie Lichtig spisującej jej wspomnienia:

 Ruch w mieście był duży, ale tak jakoś dziwnie pusto jej się wydawało teraz. To miasto straciło dla niej cały urok. Domy żydowskie były opieczętowane i strzegła je policja niemiecka i polska. Kolejno odmykano je, wywożono co lepsze rzeczy, a co gorsze rozdzierała je biedota miejska cisnąć się przy tym i wyrywając co lepsze z rąk, tak, że często musiała interweniować policja okładając pałkami plecy by rozpędzić tę hołotę . 11

 

Nielicznym Żydom  udało się uniknąć deportacji; ukrywali się potem w okolicznych lasach oraz w innych miejscowościach (m.in Połańcu, Chrząstowie, Czajkowej). Deportacji, prawdopodobnie za zezwoleniem gestapo, uniknęli członkowie Judenratu i ich rodziny..

Mielec w ciągu jednego dnia stał się miastem wolnym od Żydów tzw. Judenfrein.

 

Polska była naszym domem. Nasi przodkowie, uciekający przed prześladowaniami i chaosem ciemnych wieków w zachodniej Europie, znaleźli schronienie w kraju, w którym jak sama hebrajska nazwa wskazuje – Bóg odpoczywa .12

Polska była dla Żydów domem do momentu wybuchu II wojny światowej. Podczas Holokaustu, który  zgotowali Żydom Niemcy  zginęło około 3 mln żydowskich Polaków.

Z ponad pięciotysięcznej mieleckiej żydowskiej populacji, wróciło do Mielca  zaledwie kilkuset ocalonych.

Sporządzona przez Andrzeja Krempę Lista uratowanych z powiatu mieleckiego (wedlug obecnych granic)  będąca załącznikiem do wspominanego rękopisu, obejmuje około 350 nazwisk.

Około 260 z nich  należy do osób pochodzących z Mielca oraz osób zarejestrowanych po wojnie w Mielcu co do których nie ma pewności, że pochodziły z tego miasta.


    Pamięć o naszych SĄSIADACH jest naszą powinnością. Mieleccy Żydzi byli mieszkańcami naszego miasta. Współtworzyli je. Nie ma historii Mielca bez jego żydowskich mieszkańców.

Pamiętajmy o NICH patrząc na domy mieleckiej Starówki, pamiętajmy w rocznicę spalenia synagogi i w rocznicę deportacji, pamiętajmy na co dzień.

Przechodząc obok żydowskich cmentarzy i miejsc pamięci... zatrzymajmy się na chwilę. Połóżmy kamyk. Wspomnijmy Sąsiadów,  wspomnijmy ofiary II wojny światowej. Otaczajmy te miejsca szacunkiem i opieką.

9 marca 2022 roku wypada 80 rocznica deportacji mieleckich Żydów.

Wyjątkowa galeria zdjęć z deportacji, której autorem jest Ryszard Skiba znajduje się pod poniższym linkiem:

http://deportacja.shtetele.mielec.pl/


Text in English (google translator)

https://maynshtetelemielec-blogspot-com.translate.goog/2022/01/mielec-9-marca-1942-roku-deportacja.html?_x_tr_sl=auto&_x_tr_tl=en&_x_tr_hl=pl

Lista Ofiar






 


 






Przypisy:

 

1Gąsiewski Włodek, Sprawiedliwi i nie tylko ziemi mieleckiej i okolic, Mielec 2021, Agencja Wydawnicza Promocja w Mielcu

2 Mielecka Księga Pamięci  https://www.jewish.org/yizkor/mielec/mielec.html

3 Frydel Tomasz, Powiat Dębica, Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach Polski, tom II,Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa 2008

4   Borger Moshe, AYV, Zespół Świadectwa, pamiętniki i wspomnienia, syg. 1275, Pamiętnik Moshe Borgera

 5 Krempa Andrzej, rękopis wydania rozszerzonego Zagłady Żydów Mieleckich

 6 Frydel Tomasz, Powiat Dębica, Dalej jest noc. Losy Żydów w wybranych powiatach Polski, tom II

Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów, Warszawa 2018, str. 394 i 395

 7  Krempa Andrzej, rękopis wydania rozszerzonego Zagłady Żydów Mieleckich

 8 Przesłuchanie Ireny Buś Sąd Apelacyjny w Rzeszowie IK S/50, sygn..akt Kps 328/49

 9 Relacja Józefy Luboch spisana przez Bertę Lichtig, Żydowski Instytut Historyczny, archiwum ŻIH, sygn.301/1634

 10 Przesłuchanie Ireny Buś Sąd Apelacyjny w Rzeszowie IK S/50, sygn..akt Kps 328/49

 11  Relacja Józefy Luboch spisana przez Bertę Lichtig, Żydowski Instytut Historyczny, archiwum ŻIH, sygn.301/1634 

 12 Mielecka Księga Pamięci  https://www.jewish.org/yizkor/mielec/mielec.html

 

  

Korzystałam ze źródeł wymienionych w przypisach oraz z książki Mielec, Poland The Shtetl that became a Nazi Concentration Camp Rochelle G. Saidel, Gefen Publishing House, Jerusalem New York, 2012

Tekst: Izabela Sekulska

iskabelamalecka@gmail.com

Zdjęcia: Muzeum Fotografii Jadernówka, Mielec

Yad Vashem

Twarze mieleckiego sztetla: Bilfeldowie

  Czasem coś zaczyna się od zaciekawienia. Jakiś obraz, jakiś detal, a może słowo? Zawód: czapnikowski - przeczytałam na jednym z podań o...